Od hobby do biznesu, czyli jak to się robi

/
0 Comments
Odkąd zaczęłam kręcić własne kosmetyki, marzyłam o tym, by przekuć to w biznes. Chciałam dzielić się z Wami pasją i produktami, w które wkładam całe serce. Niestety, praca, obowiązki domowe, dziecko, na chwilę odsunęły plany w (jak mniemam, daleką) przyszłość, tym bardziej chcę zapoznać Was z kosmetykami matki BeLoved Skin, których twórczynią jest właśnie pasjonatka samorobionych mazideł, która - dzięki determinacji i doskonałym pomysłom - z powodzeniem realizuje się jako businesswoman od zadań specjalnych.


Kingę znam wirtualnie od jakiegoś czasu, okazało się też, że jest czytelniczką mojego bloga, co mi schlebia, acz to ona jest dla mnie inspiracją i wzorem godnym naśladowania. 

Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią na temat serum o wdzięcznej nazwie Vitamin Pump, które Kinga wysłała mi do wypróbowania. 


Skład kosmetyku jest obłędny, już na drugim miejscu znajduje się kwas hialuronowy, zaraz po hydrolacie różanym (który nadaje kosmetykowi przepiękny, odprężający aromat). Zresztą, zobaczcie same:

Rosa Damascena Flower Water, Sodium Hyaluronate, Aqua, Hamamelis virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Vegetable Glycerin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa (Tara Tree) Gum, Caesalpinia Spinosa (Tara Tree), Ginkgo Biloba Leaf Extract, Lacobacillus / Acerola Cherry Ferment, Panthenol (Vitamin D), Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Wheat Protein, Benzyl Alcohol & Salicylic Acid & Glycerin & Sorbic Acid (ECO-certified preservatives), Sodium Ascorbyl Phosphate (Vitamin C), Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Litsea Cubeba (May Chang) Essential Oil

I jak? Robi wrażenie, prawda?

Zanim przejdę do działania, chciałabym jeszcze wspomnieć o warstwie wizualnej. W BeLoved zadbano o wszystko, począwszy od najważniejszego - składu, kończąc na opakowaniu. Widać, że jest przemyślane, z pomysłem, nie uderzające po oczach krzykliwymi grafikami czy kolorystyką - zgrabnie łączy się z filozofią marki i... pięknie prezentuje się na półce :) Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć przesyłki - na to też warto zwrócić uwagę. Buteleczka z serum była pięknie zapakowana w ekologiczny kartonik wypełniony rafią. Urocze i wprost idealne na prezent (a przypominam, że zbliża się Dzień Matki).


Na koniec zostawiam oczywiście działanie. Wspominałam już, że zapach odpręża, wycisza, ale to nie jest w tym wszystkim najważniejsze. Kosmetyk jest faktycznie "witaminową pompą", moja skóra, już po pierwszym użyciu, wręcz krzyczała z rozkoszy. Serum jest raczej rzadkie, co jednak nie przeszkadza w jego aplikacji. Doskonale się rozprowadza, niewielka ilość starcza na posmarowanie całej twarzy i dekoltu. Skóra jest gładka i bardzo miękka. Nawilżenie jest nie-sa-mo-wi-te! Nie sądziłam, że zwykłe (choć w tym przypadku raczej niezwykłe) serum, może działać takie cuda! Stosowałam produkt około 3 tygodni, zauważyłam nie tylko znaczną poprawę nawilżenia, ale i samej cery - skóra bardzo się wygładziła, pory nie są już tak widoczne, przebarwienia jakby uległy rozjaśnieniu. 


Reasumując: Vitamin Pump to prawdziwe cudo, gdy dodać do tego okoliczności powstania i samą twórczynię, mamy mieszankę - cóż - wybuchową. Koniecznie wypróbujcie tego i innych kosmetyków BeLoved Skin, zapewniam, nie zawiedziecie się!




You may also like

Brak komentarzy: