Mega Tush?

/
0 Comments
Przyznam Wam się do czegoś - kiedyś niewielką wagę przykładałam do makijażu. Jednak odkąd jestem blogerką (jakże szumnie to brzmi), makijaż jest bardzo ważnym elementem mojego... bycia :) Jeszcze 2-3 lata temu nie zwracałam uwagi na to, jakie kosmetyki kolorowe nakładam na twarz, jakich pędzli używam, nie wspomniawszy o konturowaniu, czy podkreślaniu brwi. Dziś obowiązkowo na twarz nakładam krem, podkład mineralny (pędzlem flat top, a jakże! :-) ), później bronzer i róż. Na koniec brwi podkreślam specjalnym cieniem i skośnym pędzelkiem. Dopełnieniem makijażu są pomalowane... rzęsy :) W końcu oczy to zwierciadło duszy, a ładnie podkreślone rzęsy sprawiają, że w tym zwierciadle nie pozostaje nic więcej, jak się przeglądać :)

Przez ostanie miesiące wypróbowałam kilka maskar, aktualnie moim ulubieńcem pozostaje tusz... Golden Rose. Jestem nim zachwycona i na pewno przeczytacie o nim oddzielną recenzję. Dziś jednak chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat produktu jakim jest pogrubiający tusz do rzęs Maybelline Mega Plush.





EFEKT
Mega objętość dla rzęs, tak delikatna jak plusz

DZIAŁANIE
• Konsystencja żel musu pielęgnuje rzęsy, nie krusząc ich
• Miękka, elastyczna szczoteczka dopasowuje się do kształtu rzęs, unosząc je od nasady aż po same końce
• Pogrubiająca maskara, która dba o rzęsy, bez kruszenia




Jak widać na załączonym obrazku, opakowanie tuszu jest raczej typowe dla marki Maybelline. Produkt łatwo "trzyma się ręki", dobrze się nim operuje. Szczoteczka jest gęsta i dosyć duża, dodatkowo bardzo elastyczna, dzięki czemu mocno "opiera" się na rzęsach. Pozwala to na dokładne ich pokrycie.



Początki z tym produktem były trudne - wydaje mi się, że to dość częsta "przypadłość" nowych maskar - są jeszcze dość rzadkie, nabiera się ich dużo i mocno obklejają rzęsy - wygląda to nieestetycznie i, cóż, bazarowo. 

Jednak z biegiem czasu tusz zaczął bardzo dobrze radzić sobie z moimi "firankami". Muszę też podkreślić, że ze swoich rzęs jestem bardzo zadowolona - są gęste, długie i naturalnie podkręcone. Jedyne, czego im potrzeba to maźnięcie kolorem. Tu Mega Plush sprawdził się doskonale - przestał sklejać rzęsy, natomiast pięknie je podkreślał, nadawał zdrowego, mocnego koloru, rozczesywał, lekko pogrubiał i  mocno wydłużał...


Niestety, po kilku godzinach, miałam wrażenie, jakby "rzęsiska" zwiększyły objętość pięciokrotnie, powieki były ciężkie (nie mylić z Kaszpirowskim ;) ), bardziej, niż zazwyczaj przetłuszczone (bo mają do tego tendencje). Rzęsy kleiły się, nagle cały czar prysł. 

Na domiar złego tusz bardzo mocno podrażnia. Muszę jednak podkreślić, że mam wyjątkowo wrażliwe oczy, dlatego osoby nie borykające się z tym problemem, nie powinny brać powyższego pod uwagę. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Reasumując: tusz absolutnie nie nadaje się dla wrażliwców ani dla posiadaczek tłustej cery. Jest to produkt bardzo dobry, gdy chcemy uzyskać ładny efekt na chwilę, np. do zdjęć, ale np. na makijaż do pracy zupełnie - w moim przypadku - nie zdał egazminu. Jestem tym bardziej zawiedziona, bo produkt daje naprawdę ładny, naturalny efekt...






You may also like

Brak komentarzy: