Nowość na rynku - Dezodorant Garnier NEO

/
0 Comments
Witajcie Kochani!

Dziś zapraszam Was na recenzję produktu, bez którego nie wyobrażam sobie życia - dezodorantu :) Przez ostatni miesiąc testowałam zupełną nowość - Garnier NEO - antyperspirant w formie suchego kremu. Czy okazał się tak wspaniały, jak twierdzi Producent, dowiecie się niebawem :)





Od Producenta dowiemy się, niestety, niewiele:

Pierwszy antyperspirant od Garniera o formule suchego kremu zawierający 80% składników pielęgnacyjnych, by chronić delikatną skórę pod pachami.
Lekki zapach o bawełnianej świeżości. 




Powyższy skład, to - według Garnier - 80% składników pielęgnacyjnych. Pozostawię to bez komentarza.

Wracając jednak do samego produktu - antyperspirant spakowany jest w tubkę, i faktycznie - swoją konsystencją przypomina bardziej lekki lotion, niż dezodorant. Nie mam pojęcia co producent miał na myśli określając produkt mianem "suchego kremu" - cóż, dla mnie to produkt całkiem wilgotny ;) Acz, wchłania się całkiem nieźle, nie pozostawia (przeważnie) zabrudzeń na odzieży i przyjemnie pachnie. Jest też odpowiedni dla wrażliwców - rzeczywiście można śmiało stosować po depilacji, zero podrażnień.


Przyznam jednak, że nie widzę w tym produkcie nic nowatorskiego, poza nieudanym pomysłem z tubą. Podobne "kremy" ma od dawna w swojej ofercie konkurencja (ta specjalizująca się w dezodorantach). Ba, tamte produkty moim zdaniem działają lepiej, bo faktycznie zapobiegają przykremu zapachowi. Niestety w przypadku powyższego wynalazku jest ładny zapach dezodorantu, przez chwilę. Później mamy już nieładny zapach. Wiecie czego.


Jeśli chodzi o użytkowanie, powiem tak - używa się przyjemnie do pewnego momentu. Konkretnie gdy mamy jakieś pół tuby kosmetyku i trzeba się mocno gimnastykować, żeby go wycisnąć. Sytuacja wygląda następująco: mamy dozownik, całkiem spory. Dopóki kremu w tubie jest dużo, możemy swobodnie go "dawkować", jednak gdy coraz bardziej go ubywa, trzeba tubę zaginać, tak, jak robimy to np. z kremami do twarzy, czy z pastą do zębów. I o ile przy tubkach standardowych, które pozwalają na zagięcie tuby w sposób, hmm, nieinwazyjny (bo nie przeszkadza im dozownik), tak w przypadku powyższego, słowo daję, krew mnie zalewa. Nie wiem, kto wymyślił to ustrojstwo, ale chyba wypuścili na rynek bez sprawdzenia. Tubę bardzo ciężko wygiąć tak, by równomiernie dozowała krem. Zazwyczaj wyłazi glut z jednej dziurki. Okej, to nie stanowi problemu, bo i tak go rozsmarowujemy, ale ile się trzeba najpierw nagimnastykować, żeby ten glut się wydostał... Klękajcie narody. A nierzadko bywa tak, że w ferworze walki glut wystrzeliwuje z tuby np. prosto w wasze oko. Albo na dywanik w łazience. Albo na lustro.

Czysta przyjemność.

Nie wykończyłam jeszcze całego opakowania, a biorąc pod uwagę jego konstrukcję, musiałabym tubę rozcinać i nakładać produkt łyżeczką... Dlatego podziękuję. To moje pierwsze i ostatnie doświadczenie z tym cudakiem. Ani nie spełnia roli antyperspirantu, ani nie jest wydajny, a już na pewno nie jest wygodny w stosowaniu. Jedyna zaleta, to ładny zapach kosmetyku.




You may also like

Brak komentarzy: