Czy szata zdobi... kosmetyk?

/
0 Comments
Kochani,

po dłuższym, blogowym niebycie, powracam do Was z recenzją peelingu do ciała marki Kivvi. Recenzowałam już dla Was żel pod prysznic i masło do ciała tej firmy - wówczas byłam zachwycona, zarówno samym produktem, jak i opakowaniem. Jak było z peelingiem - dowiecie się niebawem.





Jednak zanim przejdziemy do meritum, poniżej znajdziecie wyniki zabawy z ecospa.pl z Olejem Jojoba :) 
Osoby, które otrzymają od EcoSpa po buteleczce tego cudownego specyfiku:

Kamila Zulawinska
Purpurowooka
Monika U.

Bardzo proszę o przesłanie danych teleadresowych na kosmetyka.smykusmyka@gmail.com


Aroniowy peeling do ciała na bazie brązowego cukru do wszystkich rodzajów skóry. Peeling na bazie brązowego cukru, wzbogacony czystymi olejami i ekstraktami roślinnymi, delikatnie usuwa martwe komórki naskórka, nawilża, odżywia, poprawia mikrokrążenie w powierzchniowych warstwach skóry. Skóra jest odnowiona, promienna i miękka.

100% składników naturalnych
86% składników organicznych


Sposób użycia: przed zastosowaniem należy delikatnie zamieszać zawartosć słoiczka,aby ujednolicić konsystencję peelingu.
Niewielką ilość wmasować w wilgotną skórę, spłukać. Stosować jeden/dwa razy w tygodniu.

Produkt nie zawiera: alkoholu, etanoli, glikoli, oleju mineralnego, PABA i EDTA, parabenów, PEG, wazeliny, ftalanów, konserwantów, silikonów, siarczanów, syntetycznych substancji zapachowych, syntetycznych barwników, mocznika, wody.




INCI:
Brown sugar, Cocos nucifera (Coconut)oil, Vitis vinifera (Grape) seed oil*, Olea europaea (Olive) oil*, Aronia melanocarpa (Aronia) dried fruits, Prunus cerasus (Cherry) kernel oil*, Prunus armeniaca (Apricot) kernel oil*, Essential oil of Citrus sinensis (Oramge)*, Triticum vulgare (Wheat) germ oil*, Simmondsia chinensis (Jojoba) oil*, Persea gratissima (Avocado) oil*, Oenothera biennis (Evening primrose) oil*, Ribes nigrum (Blackcurrant) oil*, Actinidia chinensis (Kiwi) oil*, Vaccinium macrocarpon (Cranberry) seed oil*, Rubus idaeus (Raspberry) oil*, Angelica archangelica (Angelica) extract*, Melissa officinalis (Lemon balm) extract*, Stellaria media (Chickweed) extract*, Matricaria recutita (Chamomilla) extract*, Equeisetum hyemale (Horsetail) extract*, Passiflora incarnata (Passion flower) extract*. * surowce z organicznym certyfikatem

Opakowanie: Cóż, prawda jest taka, że marka Kivvi całkowicie kupiła mnie opakowaniami. Są po prostu prze-pięk-ne! Design jest przemyślany, "akwarelowe" malunki na etykietach rozkochały mnie w sobie na tyle, że jestem w stanie wybaczyć producentowi (prawie) wszystko. Powyższy produkt znajduje się w słoiczku z grubego, brązowego, matowego szkła. 


Na etykiecie piękny "wizerunek" aronii, jakby artysta malował ją "na bieżąco". Coś wspaniałego. Przyciąga oko i... rękę. I portfel :) Słoik zakręcamy aluminiową nakrętką, całkiem zwyczajną, biorąc pod uwagę pozostałą część opakowania ;)

Warto też wspomnieć, że - choć kosmetyk jest na wierzchu płynny i, jak zaleca producent, przed zastosowaniem, należy go wymieszać - opakowanie jest bardzo szczelne, nic nie cieknie, nie wylewa się - nasz cenny produkt zostaje tam, gdzie powinien.

Konsystencja: Jak już wspominałam, półpłynna. W składzie kosmetyku znajdują się tylko naturalne surowce, nie ma żadnych emulgatorów, są tylko oleje, olejki i cukier. Zresztą, skład tego scrubu jest wręcz niesamowity. Mamy tu olej kokosowy, olej z pestek winogron, olej z oliwek, suszone owoce aronii, olej z pestek wiśni, olej z pestek moreli, olejek pomarańczowy, olej z kiełków pszenicy, olej jojoba, olej awokado, olej z wiesiołka, olej żurawinowy, olej z pestek malin, ekstrakty: z dzięglu, melisy, gwiazdnicy, rumianku, skrzypu i passiflory. Skład jest ponadprzeciętny, tylko... właśnie, komentarz na sam koniec.


Działanie: Jak widać na powyższym zdjęciu, w produkcie mamy naprawdę dużo drogocennych olejów. Do tego brązowy cukier i mikronizowana, suszona aronia, która - w tym przypadku - również pełni funkcję ścierniwa. Scrub działa doskonale, osobiście preferuję stosowanie tego typu (olejowych) produktów na suchą skórę. Efekt ścierny jest bardzo mocno odczuwalny. Po wyjściu z kąpieli skóra nie wymaga dodatkowego balsamowania - jest idealnie nawilżona, wyjątkowo gładka i miękka w dotyku. Efekt ten utrzymuje się jeszcze następnego dnia.



Zapach: Tu ogromny zawód. Biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenie z marką Kivvi, sądziłam, że będę miała do czynienia z czymś niezwykłym, co przeniesie mnie do czasów dzieciństwa, przypomni chwile beztroski i niczym nieskrępowanej zabawy - takie wspomnienia zafundował mi zarówno żel, jak i masło do ciała. Tu zapach właściwie nie występuje. Tzn. jest, ale to po prostu aromat olejów. Nic więcej. A szkoda.


Wydajność: Niestety, niewielka. Słoik zawiera... 120 ml produktu. To naprawdę niewiele. A nawet bardzo mało. Starcza na 5, w porywach 6 zabiegów. Szczególnie, gdy - tak, jak ja - ma się co masować :) Biorąc pod uwagę powyższe...

Cena: Jest - w moim odczuciu - bardzo wysoka. Kosmetyk kosztuje 72,00 PLN. Aktualnie jest dostępny w promocji - 61,20 PLN: inna wersja, z żurawiną. Sądzę, że okrojenie składu mogłoby zrobić produktowi dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że stosujemy peeling krótko (wydajność), nie sposób odczuć wpływu jego zawartości na skórę. Tak samo zrobiłby nam zwykły cukier z dodatkiem olejów, a jaka różnica w cenie. Oczywiście, dochodzi kwestia kosztów produkcji, pozwoleń, opakowań, etykiet - znam to doskonale z autopsji i wiem z jakimi problemami musi się borykać producent kosmetyku ekologicznego, niemniej jednak uważam, że w tym przypadku Kivvi najzwyczajniej w świecie przedobrzyło, co też wpłynęło na cenę końcową, całkowicie niewspółmierną z zawartością. 

Jeśli jednak cenicie dobre rzemiosło kosmetyczne i zależy Wam, żeby produkt był całkowicie ekologiczny, a pieniądze nie grają dla Was zbyt dużej roli, zachęcam do wypróbowania kosmetyku, chociażby po to, by móc postawić sobie to arcydzieło na półce w łazience :)





You may also like

Brak komentarzy: