L'Azel Active? Brzyyyyydal... ale kochany brzyyyydal!

/
12 Comments
To prawie dwa tygodnie, odkąd ostatni raz pojawiłam się na blogu :)
Bardzo przepraszam Was za nieobecność, pojawiłabym się wcześnie, ale... miałam problem z dodaniem zdjęć do bloggera. W zasadzie nadal mam, dlatego wrzuciłam je na moje chomikowe konto i z tegoż będę póki co fotografie udostępniać. Niemniej jednak - czy ktoś ma podobny problem? Wiem, że Monika z Bloga Moniszona też się z tym boryka, więc nie jestem osamotniona, acz wiecie może jak sobie z tym poradzić? Sprawa wygląda tak, że zdjęcia są wysyłane, udaje się załadować może dwie sztuki, po czym pasek stanu w przypadku pozostałych plików sięga - powiedzmy - 99,9% i... zawiesza się całkowicie. Mam ten problem od świąt :(

Jeśli wiecie, jak to naprawić, bardzo Was proszę o pomoc.

No dobrze, wracamy jednak do meritum, czyli do kremu L'Azel Active, który otrzymałam do testowania od Agencji Flywheel. Zanim przejdziemy do "konkretów", trochę o samym produkcie, standardowo już :)




Wyjątkowo skuteczny i wydajny  krem o działaniu przeciwtrądzikowym L’Azel Active Professional. Specjalnie opracowana nowoczesna formuła zwęża pory, zimniejsza ilość wyprysków oraz błyszczenie skóry. Ma działanie łagodząco – kojące.  Zawarty w kremie kwas laktobionowy reguluje złuszczanie naskórka, hamuje rozwój drobnoustrojów na powierzchni skóry, nawilża oraz redukuje przebarwienia. Krem zawiera lekkie emolienty nie sprzyjające powstawaniu zaskórników.

Aby chronić twoją skórę przed podrażnieniami nie zastosowaliśmy substancji zapachowych i barwników.




Słowem wstępu: tubka kremu była pierwotnie spakowana w kartonik, jednak - jako, że przesyłka znajdowała się w zwykłej kopercie bąbelkowej - kartonik uległ degradacji ;) Nie od dziś wiadomo, że Poczta Polska dba o wizerunek i nadawane paczki traktuje z ogromną pieczołowitością, stąd zdjęcia produktu to tylko tubka.

Właśnie. Tylko tubka. 
Przyznam, że gdy wyjęłam kosmetyk z koperty byłam przekonana, że ktoś mnie zrobił w bambuko i wysłał... próbkę. Już zaczynałam wysmarowywać oszczerczego maila, gdy coś mnie tknęło i - wiecie, wujek gugl ukazał całą prawdę: otóż, to jest kosmetyk "właściwy".

Okej, ja wiem, że to niby "kosmoceutyk" (cóż za szumna nazwa!), że oszczędna szata graficzna może być wskazana, niemniej jednak tubka kremu kojarzy mi się z produktami dostępnymi w późnych latach 80-tych, a wierzcie mi - nadal je pamiętam. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie cena: krem kosztuje 99,00 PLN, a tubeczka jest nie dość, że brzydka, to jeszcze mikra :) A prawda jest taka, że kobiety kupują także (a nawet głównie!) oczami.


No dobrze, pójdźmy dalej. Kremu używam od ponad miesiąca i już jest na wykończeniu, wydajność wobec powyższego pozostawia trochę do życzenia, szczególnie, że kosmetyk stosuje się tylko na noc. Jego konsystencja jest bardzo kleista, krem POTWORNIE się maże! 



Wyobraźcie sobie zatem moje zaskoczenie, gdy ta maź, którą rozsmarowałam na twarzy wchłonęła się w mgnieniu oka :) Tak, tak :)  Absolutnie nie ma mowy o przetłuszczeniu skóry, jak to ma miejsce w przypadku "nocnych" kremów (a przynajmniej tych, których ja używałam). Rano skóra jest miękka, nawilżona i... oczyszczona. Też miałam oczy jak spodki :)

Dzięki systematycznemu stosowaniu na mojej brodzie znikły prawie wszystkie zaskórniki! Heloooł! Ostatni raz miałam taką brodę chyba w przedszkolu :) Co więcej, nie uroiłam sobie tego, bo co i rusz znajomi i rodzina komplementują mnie, że tak mi się cera poprawiła i że taką mam gładziutką buzię (no, może poza comiesięcznymi wykwitami, jeśli wiecie o co mi chodzi ;) Ale tu nawet kwas solny nie pomoże ;) ).

Jeśli nie czujecie się wystarczająco skuszone, poniżej przedstawiam Wam zdjęcia przed (fuuuuj!) 


i po (no, znacznie lepiej, moim zdaniem :) ).


I jak?
Są efekty, prawda? :)

Reasumując i parafrazując przy okazji - nie szata zdobi... krem :)
Brzydkie opakowanie, mało produktu, ale efekty są rewelacyjne i - choć cena dość wygórowana - myślę, że będę po niego częściej sięgać :)


Odejmuję punkt za tę nieszczęsną tubkę i cenę:






You may also like

12 komentarzy:

  1. w takiej sytuacji wybaczam brzydkie opakowanie bo efekty kuracji są widoczne gołym okiem,

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt robi wrażenie.
    Coś na moją, problemową ostatnio, strefę T.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam go, używam punktowo i jestem zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezły specyfik :) Ja ostatnio korzystam z Effaclar Duo na strefę T.

    OdpowiedzUsuń
  5. a mnie się tubka całkiem podoba :) ale cena zawrotna.. a efekty piękne ;) ja ostatnio dałam się namówić konsultantce w SuperPharm na Eucerin DermoPurifyer aktywny krem na noc (a chciałam kupić Effaclar Duo) i niestety nie jestem zadowolona ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. na prawdę nieźle działa, aż jestem zaskoczona...

    OdpowiedzUsuń
  7. łoj cena ciut zabija jak na miesięczne użytkowanie tubki ;) jednak efekt robi efekt wow i szczękę można zbierać z podłogi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i ciekawe jak długotrwały to będzie efekt ?? :)

      Usuń
    2. no właśnie, też jestem ciekawa...

      Usuń
  8. efekty bardzo fajne, ale cena dość spora, więc raczej będę musiała się długo wstrzymać z zakupem, może kiedyś złapię jakąś promocję :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj przydałby mi sie :D też walczę z niedoskonałościami:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Efekt faktycznie powalający.. :) Nie wiem, może pytam o oczywistość i mnie wyśmiejesz, ale próbowałaś użyć innej przeglądarki? Ja czasami miałam podobny kłopot na którejś ze swoich (losowo wybranej), zmieniałam na czas zabiegu i było ok.

    OdpowiedzUsuń