Zawartość wątroby :>

/
50 Comments
Dziś trochę nietypowo, bo… współpracowo ;)

Wiem, że to temat, który jest bardzo rzadko poruszany na blogach, dlatego postanowiłam, że – jako jedna z niewielu – opiszę… zjawisko. Tak, dobrze czytacie – zjawisko ;)

Do spisania przemyśleń skłoniły mnie ostatnie Igraszki Kosmetyczne, których byłam współorganizatorką. Dlaczego w ogóle zdecydowałam się wsadzić – kolokwialnie rzecz ujmując – kij w mrowisko? Otóż wiele mówi się o blogerkach, które psują wizerunek, o braku umiaru, o zazdrości. Fakt, jest to niezwykły dodatek – z socjologicznego punktu widzenia ;) – do blogowania. A co z PRowcami? Jaki oni reprezentują poziom?



No właśnie, po Igraszkach wyszło trochę, delikatnie mówiąc, kwasów. Mniejsze lub większe firmy potraktowały naszą, bądź co bądź, ciężką pracę, po macoszemu. Nie będę podawać nazw, chodzi tu raczej o napiętnowanie pewnych zachowań. Poza tym – mam nadzieję – że trafi to do osób, które reklamą na blogach (tak, to jest REKLAMA!) się zajmują. Nie liczę, że coś się zmieni, tyle razy już temat był poruszany, mam jednak nadzieję, że osoby, których z nazwiska wymieniać nie będę, następnym razem będą myśleć. Tak, myśleć. Biorąc też pod uwagę specyfikę sytuacji, jestem przekonana, że będą wiedziały, że o nich mowa.

Ponadto tym postem chcę rozpocząć serię – ponieważ lwią część mojego prywatnego życia poświęcam blogowaniu, chciałabym być traktowana poważnie przez poważne osoby. Podkreślę też, że nie będą to jedynie krytyka, w końcu są też firmy, które traktują nas jak partnerów biznesowych. Choć, niestety, akurat w tym temacie jesteśmy 100 lat za murzynami.


Zacznę może od największego zawodu, jaki sprawiła nam jedna z osób, reprezentujących firmę kolorówkową. Jak pewnie wiele z Was się domyśla (a dużo osób również organizuje spotkania blogerek, więc po prostu wie), organizacja spotkania dla 40 osób to nie lada wyzwanie. Trzeba znaleźć lokal, który pomieści tyle osób, dogadać temat poczęstunku, ewentualne prelekcje. Wszystko musi być idealnie wycyrklowane i właśnie jeśli chodzi o przedstawianie oferty firm, trzeba stworzyć plan, ustalić godziny prelekcji, czas trwania, tak, by uczestnicy nie czuli się znudzeni. Ilość takich wystąpień musimy w związku z tym ograniczyć do jakiejś zjadliwej liczby. A wierzcie, firm zainteresowanych taką formą promocji jest dużo. Miałyśmy więc zaplanowane x wystąpień, każda z firm otrzymała informację o tym, ile czasu jej przysługuje i o której godzinie będzie mogła się zaprezentować. Każda z firm przyjęła do wiadomości i potwierdziła przybycie. Przeddzień spotkania wysłałyśmy maila przypominającego.

I otrzymujemy automatycznego maila zwrotnego, że jedna z osób jest… na wakacjach. Nie pomogły telefony, maile. PRowiec przestał na ten czas istnieć. Cóż z tego, że wszystko zaplanowane, inne firmy przygotowane. Ktoś po prostu… zapomniał, w końcu wymieniłyśmy tylko dziesiąt maili :) Jakieś dwa tygodnie po Igraszkach otrzymałyśmy wiadomość, w którym PRowiec przeprosił i uzasadnił nieobecność „Każdemu może się zdarzyć” :) 


Bardzo ładnie. Wydruki zrobione, logo firmy na wydruku, na listach „dziękczynnych”, a my dostajemy lekceważące przeprosiny. Zaproponowałyśmy, by PRowiec skontaktował się z uczestnikami spotkania i przekazał im umówione produkty. Podałyśmy swoje adresy do wysyłki, gdyż nasza propozycja została przyjęta z entuzjazmem. Od Igraszek minęły dwa miesiące. W tym czasie otrzymałyśmy trzy maile z potwierdzeniem, że paczka wyjdzie „Jutro”, „W tym tygodniu”, „Niebawem, jak ustali co wysłać, bo jednak nie to, co obiecali”. 


Takim oto sposobem firma trafiła na naszą czarną listę i skutecznie nas do siebie zniechęciła. Nie za sprawą jakości kosmetyków, bo kosmetyki są świetne. Wszystko dzięki nieudolnemu marketingowcowi, który nie potrafi zrozumieć, że promocja podczas takiego spotkania, to wyjątkowo tania reklama. Ba! Nie potrafi docenić czasu i ogromu pracy, jaki został włożony w organizację tegoż. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, blogosfera ma dziś naprawdę wielką siłę przebicia – jak więc można tak zlekceważyć sytuację?

Kolejny kwiatek – jak wiecie po Igraszkach zostało zorganizowane rozdanie, w którym można było wygrać ogromną paczkę z kosmetykami, które każdy uczestnik dostał podczas wydarzenia. Jedna z firm zapomniała o dodatkowym zestawie, umówiłyśmy się więc, że gdy zabawa się już skończy, po zestaw zgłosimy się po rozlosowaniu szczęśliwca.

Rozdanie się skończyło, piszemy do PRowca, że chcemy wysłać nagrodę. I co? Otrzymujemy odpowiedź, że PRowiec „myślał, że zrezygnowałyśmy, bo się nie odzywałyśmy, i… rozdysponował paczkę”. Jak to rozdysponował? Przecież były ustalenia, umawiałyśmy się, na blogu są zdjęcia zestawu, jest informacja, że laureat je dostanie. I co? I g….o. Bo PRowiec postanowił nie odpowiadać na nasze maile :) 


Pełen profesjonalizm, nie sądzicie? :) Ja rozumiem, blogerki są różne, mają różne „cele”, ale jednak od osoby, która zawodowo zajmuje się promocją, wymaga się adekwatnego podejścia? I co pani wypromowała? Siebie. I to się nazywa czarny PR. Kolejna firma skreślona.

Dalej – z jedną z firm ustalenia o tym, co prześlą na spotkanie. Przychodzi… próbka kremu. Przecież wiadomo, że nikt tego nie zrecenzuje (przynajmniej z osób, które były na spotkaniu), więc co to za promocja dla marki?


Zdarzyły się też oczywiście firmy, które najwidoczniej nie zrozumiały zamysłu takich spotkań, a podkreślę to raz jeszcze – jest to obustronna korzyść – firma wysyła swoje produkty, o których wiele osób pisze na swoich blogach, w większości naprawdę popularnych. Co, jeśli firma wyśle jakieś niezdatne do użycia kosmetyki? Np. podkłady dla murzyna, rozwarstwione lakiery, zaschnięte linery? Wiadomo, paczki mają nam też sprawić radość. Drodzy pracownicy działów PR – paczka z produktami, które od roku leżą na dnie piwnicy, nikogo nie ucieszą :) Co więcej - skutek będzie odwrotny od zamierzonego! Zapiszcie i zawieście na ścianie w biurze, bo najwidoczniej ta zasada nie jest Wam znana. Dlatego apeluję również do uczestników spotkań, żeby pisali recenzje takich produktów, które zostały wysłane na odczepnego, żeby logo firmy znalazło się na blogu – zróbmy im reklamę, jakiej od nas oczekują.


Dlaczego w ogóle napisałam ten post – głównie za sprawą firmy, która wystawiła nas do wiatru w związku z nagrodą po Igraszkach. Fakt, że wyjaśniłyśmy to w mailu do laureatki nie musi być wystarczający. Wydaje mi się, że swoiste „oświadczenie” na forum, jednoznacznie stanowi o tym, że – niestety – my również powinnyśmy bardzo ostrożnie dobierać firmy, z którymi chcemy współpracować.

Osoby wtajemniczone bardzo proszę, by nie wymieniały nazw firm w komentarzach. Tak jak napisałam – chciałabym, żeby osoby odpowiedzialne za powyższe „pomyłki” przeczytały i przetrawiły to, co zawarłam w tekście. Jednocześnie zaznaczam, że kolejne posty z tej serii będą zawierały nazwy firm i obszerny opis sytuacji z nimi związanych.

Blogowanie, to moja praca (nie mylić z pracą zarobkową, co to, to nie :) ), moja pasja i traktuję ją – na dzień dzisiejszy, po 1,5 roku - bardzo poważnie. I tak też chcę być traktowana.


P.S. Odblokowałam anonimy, zatem "Let's the jad begin!" :P




You may also like

50 komentarzy:

  1. Piszesz firmie, że udział bierze 8 osób, dostajesz 4 produkty. Piszesz, że spotkanie 17 grudnia, a 18 firma sobie o Tobie przypomina. Jeszcze lepiej jest jak już prawie osiągacie konsensus, a odpowiedź na wiążącego maila brzmi "Przepraszam, nie kojarzę, w jakiej sprawie Pani pisze?"...
    Chyba same blogerki musiałby się stać PR-owcami, żeby to w końcu hulało na odpowiednim poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba tak, bo mam wrażenie, że w tych działach PR zatrudniają nie do końca rozumne istoty...

      Usuń
  2. Faktycznie bardzo nieprzyjemne i nieodpowiedzialne zachowania się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - nieodpowiedzialne.
      W końcu my się pod czymś podpisujemy...

      Usuń
  3. To ja firmy z mojego spotkania muszę pochwalić, bo każda była otwarta na dyskusję i dotrzymywała umówionych terminów. Całe przygotowania wspominam bardzo miło, i mam nadzieję, że ten poziom się utrzyma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, widać jednak ci eko może inaczej podchodzą do klienta... Nie wiem, czym to może być spowodowane.

      Usuń
  4. Przykre i dobrze, że o tym piszecie. Mi jeden pan PRowiec "truł tyłek" dobry miesiąc, po czym jak poprosiłam o umowę by wszystko było jasne co i jak, rozmyło się jak bańka mydlana, ani widu ani słychu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, też mam taką sytuację z jednym.
      Ponad miesiąc temu podobno wysłali kosmetyki. Co więcej - w międzyczasie wysłał maila, czy chcę testować kolejne :D Jak napisałam, że chętnie, ale jeszcze tamtej paczki nie dostałam, to mi odpisał, że dostał informację, że w zeszłym tygodniu wysłali i na pewno w tym będzie :D W związku z powyższym czekam na tę paczkę co miała być na pewno w tym tygodniu ;) Nie chcę za bardzo naciskać, ale chyba w końcu napiszę parę miłych słów.

      Usuń
  5. Gdyby ktoś moją ciężką pracę włożoną w przygotowanie spotkania potraktował tak niepoważnie jak Was nie miałabym skrupułów wymienić ich z nazwy. Niech taki jeden PR-owiec z drugim ruszy tyłeczek i zrobi takie spotkanie, wszytsko zgra, zobaczy jak to fajnie. A nie oni za darmo to palcem nie ruszą ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im się wydaje, że za darmo - przecież fakt, że oni dadzą te parę kosmetyków, ma przełożenie na popyt danego produktu. Zarabiają więc na tym, że MY to robimy prawie darmo...

      Usuń
  6. Ja mam wrażenie, że ogólnie PR i podejście do klienta w Polsce kuleje, nie tylko w naszym kosmetycznym światku... Większość firm interesuje się problemem konsumenta dopiero wtedy, gdy ten zaczyna robić burzę w portalach społecznościowych (sama kilkukrotnie przeżyłam to na własnej skórze - wymiana maili i telefonów nic nie przynosiła, dopiero po poście na fanpage firmy okazało się, że problem udawało się rozwiązać w ciągu kilku godzin!).

    A kwestia podejścia do blogerów to już inna sprawa... Szkoda, że duża część firm i ich marketingowcy nie zdają sobie sprawy, że profesjonalnym podejściem zyskują wiele. Inna sprawa, że niektóry wydają się zapominać, że tak jak jesteśmy tanim źródłem dość szybkiej reklamy, tak samo równie szybko możemy niepoważnym kontrahentom zrobić skuteczną antyreklamę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, masz rację - u nas jest podejście jeszcze PRLowskie.
      Poza tym ja mam wrażenie, że w firmach nie zdają sobie sprawy, co marketingowcy wyczyniają...

      Usuń
  7. aaaah! Przykre i szkoda, że prawdziwe. Najbardziej lubię, kiedy ktoś nie odpowiada na maile! To jest dopiero szacunek dla drugiej osoby. Mam wrażenie, że coraz częściej osoby z PR'u działają na szkodę firmy. Może to agenci zwalczający konkurencję : DD Obrazki genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie trawię, gdy ktoś nie odpowiada na maile. Wolałabym treściwe "Odwal się", niż totalne ignorowanie.

      Usuń
  8. też nie wiem czemu nie piszesz co to za firmy, przecież masz na piśmie ich niewywiązanie się z rozmów.... ja bym nie miała skrupułów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są przyczyny, obawiam się, że gdyby ktoś ze zleceniodawców danej osoby to przeczytał, mogłaby stracić pracę... Nie chcę mieć jej na sumieniu.

      Usuń
  9. temat idealnie na czasie dla mnie... właśnie wkurzam się na pewną firmę, która zwodziła mnie ładnych parę miesięcy (coś typu: wyślę za dwa tygodnie, miałam wysłać jutro itp.). wysłałam rezygnacyjnego maila, bo to nie mi powinno zależeć, a im. inna firma kiedyś... zupełnie o mnie zapomniała. i również niezbyt błyskotliwie się tłumaczyła. mam wrażenie, że firmy w Polsce myślą, że robią nam łaskę wysyłając swoje produkty do recenzji, a przecież to reklama dla nich, często za półdarmo... ciekawe, ile wydaliby na tradycyjną kampanię? na pewno dużo więcej. zawsze traktuję poważnie swoje współprace (choć mogę je policzyć na palcach) i tak samo poważnie chciałabym być traktowana. nie wiem, kiedy nasi PR-owcy "dorosną" do sensownego współpracowania z blogami, i czy w ogóle jest na to jakaś szansa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. parę komentarzy wyżej pisałam o podobnej sytuacji, którą mam z jedną firmą...

      Usuń
  10. dobrze że o tym piszesz niech się za sibie wezmą,a co najważniejsze niech zaczną blogerki traktować poważnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy zaczną, mam jednak nadzieję, że te konkretne osoby zrozumieją, że profesjonalizm liczy się wszędnie.

      Usuń
  11. Firmy zachowują się momentami naprawdę niepoważnie - na ostatnim spotkaniu w Zamościu sponsorem była znana na świecie firma produkująca słodycze (mniejsza o to, jaka), organizatorki podały liczbę osób (około 10) , które planowały pojawić się na spotkaniu, a tymczasem firma przysłała... 3 batony :D Pomijam już fakt, że sponsorem spotkania spod znaku beauty jest producent batonów, nie ja to organizowałam i nie wnikam w powody, dla których dziewczyny zwróciły się akurat w tym kierunku. Ale 3 batony? Bicz plis, bardziej to śmieszne niż straszne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      To musiały być jakieś mega batony, skoro tak poskąpili ;)

      No my na naszym spotkaniu miałyśmy ręcznie robione lizaki :)

      Usuń
    2. Hyhy, dobre :) 3 batony.. na 10 osób :)
      Smyku, z pewnością wolałabym lizaki od serca , niż batony, od d..y, no bo jak to można nazwać inaczej...
      I jak je podzieliliście Olu, te 3B :)

      Usuń
    3. A ja nawet wiem już co to za batony :D
      No doprawdy, niezły kwas ;)

      Usuń
  12. Ja spotkania blogerek wspominam z przyjemnością i wprost nie mogę doczekać się kolejnych, ale kojarzę kilka niemiłych sytuacji. Jedna z firm, która podpisała z organizatorką umowę przysłała tylko połowę kosmetyków. Od innej dostałyśmy tylko próbki (15ml?) kremu. Ale najbardziej zirytowało mnie to, że niektórzy marketingowcy totalnie olewają wiadomości i nie wysyłają nawet odpowiedzi typu "nie, dziękuję". Ale ok, niech będzie, że się narzucam. Ale jeżeli firma podaje kontakt do siebie i obiecuje pomoc, a nie odpisuje na ważne dla mnie pytania to już jest totalna ignorancja.

    Genialne zestawienia podsumowujące blogerki i blogerów. Najprawdziwsza prawda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to jest cholernie irytujące!
      Rozumiem, gdy pierwsza piszę maila, może mają miliony takich i po prostu rzygają już zapytaniami o sponsorowanie spotkania, ale gdy odpisują, ty przedstawiasz swoje propozycje, i - jeśli im nie pasując - cisza. No ludzie, trochę kultury!

      A jeszcze bardziej irytuje mnie, gdy pisze do mnie firma, proponuje, za przeproszeniem, współpracę z dupy, ja odpisuję, że w takiej formie nie, ale moja propozycja jest taka a taka. I znów null. Nosz heloooł.

      W ogóle oddzielny post napiszę o tym, jak PRowcy posługują się poprawną polszczyzną. I w ogóle jak podchodzą do osoby z drugiej strony ekranu.

      Usuń
  13. W końcu pojawił się post który mówi o zachowaniach PR a nie tylko o tym jakie to blogerki są złe i nie dobre i jak to źle się prezentują przed firmami - już rzygam tego typu poradami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ja też :D Czasami to naprawdę miałabym ochotę zaprezentować publicznie maile od niektórych firm, bo aż ręce opadają ehhh

      Usuń
    2. Tak, bo niby same jesteśmy sobie winne.
      Wiadomo - są jednostki, co nam psują opinię, ale patrząc na to, jaki poziom reprezentują ci PRowcy od siedmiu boleści, to chyba lepiej się z "tymi" blogerkami dogadują....

      Usuń
  14. 2,5tyg przed spotakniem "paczka wyslana", spotkanie w tamta sobote bylo. Paczka przyszla w srode i w srode miala date nadania ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      i co? masz to porozsyłać za własną kasę do ludzi? czy jak?

      Usuń
  15. sama jestem PRowcem, ale starej szkoły i wstyd mi za 'kolegów po fachu', kur...na po jakim fachu. Wstyd! Tyle powiem! Ja chciałam bardzo organizować takie spotkania, po jednym, które do tej pory huczy w blogosferze, zrezygnowałam. W dupie to mam! Firmy wciąż nie pojmują, że to jest REKLAMA barterowa. Czyli coś za coś - wysyłasz szit - dostajesz szit. Proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty mówisz!
      co huczy? pierwsze słyszę @@

      Usuń
  16. Mnie się akurat na szczęście jak dotąd nie zdarzyło mieć tego typu przykre sytuacje ale widzę, że wiele blogerek miało już takie sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to naprawdę jesteś ewenementem ;)
      Sytuacje są bardzo częste, niestety :(

      Usuń
  17. Czytam i nie wierzę.. Nie wierzę, jak można wystawiać tak do wiatru, dawać próbkę kremu i myśleć, że ktoś da o tym nie wiadomo jaką recenzję, albo dawać stare kosmetyki, które mogą powodować uszczerbek na życiu lub zdrowiu :///

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to podobno jest na porządku dziennym :)

      Usuń
  18. Ja na spotkaniach nigdy nie byłam, a tym bardziej ich nie organizowałam, ale oglądając fotorelacje na blogach, widzę ile serca, czasu i zaangażowania trzeba włożyć w sprawy organizacyjne by potem wszyscy były zadowolone, więc bardzo nieładnie zachowują się niektóre firmy, z tego co piszesz - dobrze że poruszyłaś ten temat, może w końcu dotrze " tam gdzie trzeba" i da do myślenia, a może nawet zapobiegnie kolejnym tego typu sytuacjom.
    P.S. Pewnie Ci trafił się jakiś wredny przedstawiciel, mój był bardzo fajny - pełen profesjonalizm, miałam mnóstwo pytań i wątpliwości, na które otrzymałam wyczerpujące odpowiedzi, moje sugestie zostały uwzględnione, a chciejstwa zaspokojone :) Kosmetyki wypróbuj, bo są warte uwagi, u mnie sprawdziły się genialnie, stosuje je od dłuższego czasu, a zresztą z przedstawicielem nie mają nic wspólnego, są niemieckie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, nie wiem o jakiej firmie mówisz (a chętnie się dowiem, kto tak fajnie podchodzi do blogerów) :)
      Z tego co wiem, ta nasza jest skandynawska :)

      Usuń
  19. CYTAT:
    "Rozdanie się skończyło, piszemy do PRowca, że chcemy wysłać nagrodę. I co? Otrzymujemy odpowiedź, że PRowiec „myślał, że zrezygnowałyśmy, bo się nie odzywałyśmy, i… rozdysponował paczkę”. Jak to rozdysponował? Przecież były ustalenia, umawiałyśmy się, na blogu są zdjęcia zestawu, jest informacja, że laureat je dostanie. I co? I g….o. Bo PRowiec postanowił nie odpowiadać na nasze maile".
    No nie.
    I weź tu, człowieku, zapanuj nad niecenzuralnym słownictwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wstyd na całego.
      Szczególnie, że poznałyśmy się osobiście i osoba naprawdę fajna i przesympatyczna.

      Usuń
  20. A ja tam byłam, miód i wino piłam - czy jak to się tam mówi. Wszystkie historie prawdziwe. A co najśmieszniejsze "najmniejsza" firma zrobiła swoje najlepiej, a nawet lepiej niż najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
  21. a ja o "mini produkcie" od wiadomej firmy chyba napisze - bo mnie uczulił :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koniecznie!!!
      Przecież to miał być dermokosmetyk!

      Usuń
  22. Kurde, Smyku, jestem od niedawna przydupasem na stażu w firmie PR-owej i wstyd mi mówić, ale gdy widzę moich przełożonych, to wcale się nie dziwię, że takie sytuacje mają miejsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie - bo najczęściej to niestety kwestia góry, która przeważnie reprezentuje poziom podłogi...

      Usuń
  23. No ale jak to "rozdysponował" paczkę nadliczbową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Monia, no... nie wiadomo :D

      Usuń
    2. Może jakieś urodziny kuzynki, czy coś :D Prezent był potrzebny ;)

      Usuń