Warto i nie warto. cz. I

/
20 Comments
Czyli kolejna seria.
Chcę dzielić się z Wami odczuciami nie tylko dotyczącymi kosmetyków, ale również moich dwóch innych pasji - filmu i muzyki :) Dlatego też poszerzam dotychczasowe posty niekosmetyczne o zwykłe, występujące na wielu blogach zestawienia filmów, seriali i płyt, którymi ostatnio się zetknęłam i które polecam bądź też polecam omijać szerokim łukiem ;)


Dzień był szary, za oknem deszczowo i zimno. Łóżko niepościelone. Tym przykleił się do mnie jak rzep, spędziliśmy więc pół dnia leżąc i zbijając bąki. Tzn. Tym przyczepiony do mnie, ja oglądająca kino wysokich lotów, jakie oferuje telewizja niepubliczna.



Włączyłam ten film przypadkiem, leciał na Filmbox. W sumie lubię Ryana Reynoldsa, choć gra w niewybaczalnie słabych filmach (jeden wyjątek - Definitely, Maybe). Początek - masakra. Ryan ucharakteryzowany na grubaska. Zakochany w przyjaciółce, chce jej wyznać miłość. Niestety, szkolny osiłek wykrada list miłosny i czyta go na forum podczas szkolnej imprezy. Ryan ucieka poprzysięgając okrutną zemstę.

Paręnaście lat później widzimy już Ryana właściwego - czyli ciacho. Ryan Ciacho jest łamaczem niewieścich serc i robi karierę w szołbizie. Traf chce, że szef zleca mu opiekę (duży skrót, naprawdę nie ma o czym pisać) nad gwiazdką muzyki pop (mam wrażenie, że twórcy bardzo mocno wzorowali się na Britnej, nie tej dziewiczej, żeby była jasność ;) ). Ryan Ciacho ma swoją podopieczną przelecieć... ups, przepraszam, ma przetransportować samolotem, do Paryża, gdzie podopieczna ma dać koncert (albo coś innego, nie dotrwałam).

Traf chce, że podopieczna podgrzewa w mikrofali danie zawinięte w folię aluminiową . Chyba każda z Was wie, czym się to kończy? Czeka ich zatem awaryjne lądowanie. Gdzie? Zaskoczka! W rodzinnym mieście Ryana.

Dalej już tylko płacz i zgrzytanie zębów. Okej fabuła jest drętwa jak cięte riposty Michała Wiśniewskiego, ale czasem fabuła drętwa, a dialogi błyskotliwe. Nie myślcie jednak, że to dotyczy Just friends! Dialogi w tym filmie pisał chyba Stachursky, który przedawkował energię słoneczną. Kloaczny humor opierający się na pokazywaniu różnych wydzielin, najczęściej w pobliżu otworu gębowego, sprawił, że wytrzymałam niecałą godzinę i zrezygnowana przełączyłam na...




Niezły rozrzut! - powiecie. Cóż - to jest film niezawodny i choć widziałam go już setki razy, obejrzę i sto pierwszy. Brawurowo sfilmowana (nie, to nie jest dokument, ale z braku pomysłu na inne określenie, musicie mi wybaczyć użycie powyższego ;), nieudana akcja amerykańskiego oddziału Delta, którego zadaniem było porwanie poruczników zbuntowanych wojsk w Somalii.

Zdjęcia Sławomira Idziaka zapierają dech w piersiach, ich realizm przytłacza i sprawia, że nie jesteśmy już tylko widzem. Jesteśmy uczestnikiem akcji. Geniuszu dopełnia wspaniała muzyka i świetnie dobrani aktorzy - zresztą na ekranie pojawia się plejada gwiazd.

Kto nie widział, ten gapa.

Pozycja obowiązkowa.



Z nowości taki oto rodzynek



Rok 2077, z powodu napromieniowania Ziemi ludzie przenieśli się na księżyc Saturna, Tytan. John Harper wpada na trop zagadki, która całkowicie zmienia jego światopogląd i przyszłość ludzkości.

Ten film jest ucztą dla oczu - wizualny majstersztyk.
Historia niestety przedstawiona w tak nieciekawy, miałki sposób, że po 30 minutach miałam serdecznie dość głównego bohatera, jego moralnych rozterek, klisz, wzniosłej muzyki (nieudana, bardzo nieudana przeróbka M83 :( )... Patosu tu tyle co samouwielbienia Toma Cruise'a - czyli ilości niezjadliwe.

A szkoda, bo zaczynało się naprawdę świetnie!


I jako wisienka na torcie


Powiem tak - jest to jeden z najlepszych horrorów, jakie widziałam w ciągu ostatniej dekady. 

Bardzo eklektyczny, wywołujący ciarki na całym ciele. Po seansie wyjście na nocne siusiu nie będzie już takie samo ;) Zagrany koncertowo, skręcony po mistrzowsku - napięcie budowane jest stopniowo, wywołując na czole zimne poty. Dodatkowym "wabikiem" jest fakt, że opowieść powstała na kanwie prawdziwych wydarzeń - nie wierzę w takie rzeczy, jednak przyznam, że czułam mroźny oddech na karku ;) To film bardzo w starym stylu, gdzie nie operuje się bezsensownym okrucieństwem, pustymi schematami. Jedynie zakończenie trochę mnie zawiodło. Jednak w całokształcie jest tylko małą ryską na dziele w swoim gatunku.




You may also like

20 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten post.
    Uwielbiam tematykę filmową.
    Miło zobaczyć/przeczytać co poleca/odradza ktoś inny.
    W końcu nie samymi kosmetykami żyjemy.
    Na swoim blogu też robię tego typu wpisy.

    Ostatni tytuł właśnie dopisałam do listy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozrzut tematyczny filmów :) Bardzo lubię takie serie, zawsze można natrafić na tytuł, o którym nic się nie słyszało. Chętnie będę śledzić:)
    Btw "Just Friends" to film z serii: leci w tle, a ja mogę spokojnie oddać się domowym obowiązkom/ wziąć prysznic/ect., bo i tak będę wiedziała o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety nie jestem w stanie zdzierżyć nawet w tle ;)

      Usuń
  3. The Conjuring mam od jakiegoś czasu na liście do obejrzenia. uwielbiam horrory, a ostatnio naprawdę trudno o dobry horror, który miałby dobrą fabułę, klimat i przy okazji trochę postraszył ;)

    PS. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do siebie na rozdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzę z chęcią :)
      Co do horrorów 0 fakt, ostatnio jest ciężko.

      Usuń
  4. Teraz więc co sobie obejrzeć wieczorkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tą serię twoich postów czytuje Damian ^^ juz mu linkuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      O, no proszę :)
      Fajnie :) Może się kiedyś wypowie? :)

      Usuń
    2. Narazie jest tajniakiem :D wiesz co to by koledzy powiedzieli jakby się dowiedzieli :D

      Usuń
    3. A to musi się chwalić? :)

      Usuń
  6. Helikopter... nie mam słów, geniusz, mimo krwawych scen często wracam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle lubię kino wojenne. Mój ukochany film to Pluton.

      Usuń
  7. Jutro o 17:20 IDĘ... najwcześniej jak się da... jak wyjdę będzie jasno :D mam nadzieję, że Obecność nie wywoła u mnie zawału :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam kiedyś ten film Just Friends! Było późno, a ja nie mogłam spać, a tylko to leciało w telewizji. Mega dno, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę koniecznie nadrobić zaległości filmowe :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam żadnego... Jakoś jestem ostatnio z tym "do tyłu"...

    OdpowiedzUsuń
  11. Obecność to rewelacyjny film, potwierdzam. Jak horrorów raczej nie lubię tak nim się zachwyciłam.

    OdpowiedzUsuń