Moja piekielna randka ]:->

/
57 Comments
Wzięłam udział w konkursie "Moja piekielna randka" :) Poniżej możecie poczytać o tejże :)
Jestem ciekawa, czy Wy też macie taką, która szczególnie zapadła Wam w pamięci?





Jest taka "randka", którą traktuję jako anegdotę online datingu i opowiadam o swoich ówczesnych perypetiach z uśmiechem na twarzy. Randka nie była z tych, które mrożą krew w żyłach. To raczej ta z rodzaju "śmieszy, tumani i w rezultacie - przestrasza".

W czasach studenckich randkowałam dużo, spotykałam wielu fajnych facetów, jeszcze więcej trafiło się niewypałów (sorry chłopaki ;) ). Większość mężczyzn (ha ha ha) poznawałam za pośrednictwem Internetu. 





Pewnego dnia odezwał się do mnie chłopak, student WATu. Dogadywaliśmy się całkiem nieźle, słuchaliśmy podobnej muzyki. Faktem jest, że mój absztyfikant lubił mówić o sobie, uznałam jednak, że warto spróbować, umówiliśmy się więc na piwo do mojej ulubionej knajpy w centrum Warszawy.

Na zdjęciach admirator był postawnym mężczyzną, z długą, rozwianą grzywą - słowem: romantyczny kochanek. Sam określał się mianem gotha. Wspomnę, że styl gotycki kojarzył mi się wówczas z czernią, ćwiekami i morowym wyrazem twarzy. Nic bardziej mylnego.




Jakież było moje zdumienie, gdy w umówionym miejscu pojawił się chłopak ubrany w białą, falbaniastą koszulę, ogolony na zero, w spodniach - dzwonach. Spod rozchełstanej koszuli wystawała zapadnięta, blada klata bez jednego włoska. Nie, nie chodzi o to, żebym lubiła dywan wyłażący spod koszuli pod sam nos, ale... No cóż, lubię drwali ;) Postawna figura również poszła w niepamięć, ponieważ mój randkowicz... wchodził mi pod pachę. Cóż, nie każdy musi być superwysoki i wyglądać jak Michael Fassbender - dałam mu więc szansę.

Podczas naszej randki odezwałam się może trzy razy. Nie dlatego, że jestem małomówna. Co to, to nie.

Mój adorator po prostu mówił non - stop. Gdy próbowałam coś wtrącić, przerywał mi i kontynuował wywód. A było o czym - o pokoju w akademiku, o kolegach, o studiach, o jedzeniu, jakie lubi, o piwie, które pije, o pracy marzeń, o zwierzętach, które posiada i które z nich kocha najbardziej, o ciuchach, w których najlepiej wygląda, o skończonych kursach, znajomości języków, byłych partnerkach, ilorazie inteligencji, czasie, w jakim układa fryzurę, kosmetykach, z których korzysta i ich ilości. Ufff.

Bardzo długo starałam się przerwać memu rozmówcy, gdy się wreszcie udało, poinformowałam* że moja serdeczna przyjaciółka ma problemy sercowe i koniecznie, w tej właśnie chwili, muszę się udać do niej i wesprzeć ją swoją obecnością.

Rozmówca, potwornie zawiedziony ("Ojej, a tak fajnie nam się rozmawiało!", Oh realllyy??? Ja bym to nazwała monologiem szaleńca ;) ), wyszedł ze mną z knajpy. Wtem jego oczom ukazał się wielki bilboard Zara.

Nasza rozmowa:

On - "Oooo! Zara! To mój ukochany sklep!"

Ja - "Tak? No fajne mają ciuchy"

On - "Noooo! Kocham zarę. Ja w ogóle uwielbiam ciuchy! Mam ich całe mnóstwo! Wysypują mi się z szafy!"

Ja - "Tak? Ale chyba nie więcej, niż ja (czyt. przeciętna kobieta)"

On - "Nie! Na pewno mam więcej! Nie mam gdzie ich już chować. Leżą na łóżku, bo rano zawsze mam problem, żeby coś wybrać. Przebieram się po kila razy!"

 

Jedyne co cisnęło mi się na usta, to pytanie, czy nad makijażem też spędza tyle czasu ;)

Niestety, nie zdążyłam zadać tego pytania, bo mój metroseksualny druh wpadł na kolejny genialny pomysł: "Podwiozę Cię do koleżanki, może pójdziemy do niej razem? Wiesz, ja mam dar uspokajania."

Aha.

Lekko zszokowana i z asertywnością na bakier zgodziłam się. Przyjaciółkę uprzedziłam o dość dziwnej sytuacji, a że jest wyjątkowo tolerancyjną osobą, uśmiała się szczerze.

Kolega podwiózł mnie do przyjaciółki... autobusem.

W międzyczasie, całe szczęście, udało mi się przekonać dobroczyńcę, że jednak sama wesprę moją psiapsiółkę.

Na tym nasza znajomość się skończyła. Tzn. adorator odzywał się do mnie wielokrotnie, ale - dziwnym trafem - wciąż mi coś wypadało. W końcu dał sobie spokój.

A pozytywne w tym wszystkim było finalne spotkanie z przyjaciółką - ubawiłyśmy się setnie, a relacja z randki przyprawiła nas o ból brzucha... ze śmiechu :)

Tak właśnie wyglądała moja piekielna randka.


You may also like

57 komentarzy:

  1. Haha :D
    Dobre :D
    Ciekawe, jak on tą randkę wspomina ;)

    Też byłam na jednej internetowej ... Masakra :D
    przed non stop wisieliśmy na telefonie, a po ani razu nikt do nikogo nie zadzwonił :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam na kilku, ale ta była najbardziej pocieszna :D
      Spotkałam się też kiedyś z facetem, który całą (DOSŁOWNIE) randkę gadał o swojej byłej :D

      Usuń
    2. jednym słowem randka była "udana" :)

      Usuń
  2. buaahahaha moje oczy! moje oczy! to ostatnie zdjęcie jest genialnym zwieńczeniem opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      Moje oczy to były, jak zobaczyłam jego koszulę :D

      Usuń
    2. Wyobraziłam go sobie jak żywego - naprawdę zobaczyłam tę drobiową klatę z fruwającymi koronkami... Myślisz, że dziś jest on już znanym blogerę? :)

      Usuń
  3. Facet, który kupuje w Zarze... Podejrzane :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? ;)
      Od razu wydawał mi się jakiś lewy ;)
      W ogóle ta licytacja w kwestii ilości ubrań, delikatnie mówiąc, zbiła mnie z tropu :D

      Usuń
    2. Ejże :D Mój bojfrend kupuje sobie tam półformalne spodnie i marynarki :D Zara nie jest zła, pod warunkiem, że faceci kupują na dziale męskim, a nie damskim :D

      Usuń
    3. :D
      Okej, mój też ma coś tam z Zary.
      Ale wtedy to pamiętam, że ciuchy były straszne ;)
      Wiesz, spodnie, które wpływały na płodność ;))))

      Usuń
    4. Tak obcisłe, że trzeba ściągac je z interesanta chirurgicznie:)

      Usuń
    5. Spójrz na tą notkę poniżej piszącej Natik :)
      http://natiksidletalk.blogspot.com/2013/07/o-scisnietych-jajach-opinia-moja.html
      Spodnie ;D

      Usuń
    6. No bez przesady z tą Zarą! da sie tam znaleźć fajne rzeczy dla facetów ze dwie na rok, ale da!

      Mój jest jak drwal 188 i z 95kg wagi więc chłop jak dąb i z ZARY ma płaszcz elegancki od wielu lat, ze dwie koszule elegancki, czapkę, szalik które służą mu od lat i spodnie, wcale nie obcisłe!

      Randka bajeczna! szczerze to ja nigdy na randki nie chodziłam. Ja z tych podrywaczek jestem co mówią prosto z mostu :0 Poza tym nigdy nie spotkałam się z nikim kogo poznałam przez internet. Chyba, że w grupie znajomych to wtedy ze 2 razy się zdarzyło.

      Moja najbardziej zapamiętała ,,randka'' skończyła się sprintem przez środek placu dominikańskiego we Wrocławiu między autobusami, autami i pędzącym tramwajem, jak moja randka na wjeździe na parking już snuła plany o ożenku (miałam 18 lat i z 5 miesięcy). Wierzcie mi wybiegłam z auta jak poparzona!

      Tu pozdrawiam Marcina z obornik Śląskich - sorry ale na słowo zamążpójście oraz dzieci dostaje stanu przedzawałowego :)



      A tu link do skrzyżowania które przebiegłam na krzyż:

      https://maps.google.com/maps?q=plac+dominika%C5%84ski+wroc%C5%82aw&hl=pl&ie=UTF8&ll=51.107757,17.038754&spn=0.001293,0.002642&sll=51.107598,17.039108&sspn=0.003658,0.010568&t=h&hnear=Plac+Dominika%C5%84ski,+Wroc%C5%82aw,+dolno%C5%9Bl%C4%85skie,+Polska&z=19


      Całuski

      Usuń
  4. O matko, co za delikwent :D
    Teraz to zabawne, ale domyślam się, że w trakcie randki nie było tak wesoło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, co prawda oczy miałam jak spodki, ale przynajmniej było się z czego pośmiać ;)
      Powiem Ci, że miałam spore problemy, żeby się od śmiechu powstrzymac ;)

      Usuń
  5. Mocne! :D Ja nie wiem, czy w ogóle dałabym facetowi szansę, chyba zawinęłabym się od razu widząc z kim mam do czynienia, co prawdopodobnie pozbawiłoby mnie kupy śmiechu i w efekcie dość zabawnych wspomnień ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!
      Dlatego postanowiłam, że jednak ścisnę poślady ;)

      Usuń
  6. ,,Lubie drwali,, hahahahahah:P<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się uśmiałam, aż mi łzy poleciały. Dobrze, że sama jestem w domu.
    Oj ja miałam kilka takich piekielnych randek. 'Najlepsza' była ta na której pojawiła się mama mojego wybranka. Od tego czasu unikam takich typów jak ognia. ;D Dodam jeszcze, że to była nasza pierwsza randka. Oczywiście potem byłam taaaaak zajęta, że nie miałam czasu na kolejne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też się zaśmiewałam jak to pisałam ;)

      Whoa, mama na randce?! Tego jeszcze nie grali :D

      Usuń
    2. Heh no niestety. Niby przypadkiem wracała z zakupów akurat obok tego ogródka piwnego na drugim końcu miasta ;)

      Usuń
  8. Co za gościu:D ale się uśmiałam;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Uśmiałam się jak głupia :)
    Ps. Mój małż ma właśnie taka klatkę piersiową, tyle że opaloną :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. haha :D
      tak, to też jest ważny aspekt tej randki ;)

      Usuń
  11. teraz masz co potomnym opowiadać ;)

    ja randkowiczem byłam marnym mało tego w mym życiu się działo ;)

    jednak do dziś wspominam jak zaprosiłam mojego M. na osiemnastkę koleżanki (chodziliśmy do równoległych klas w ogólniaku znajomość na cześć - cześć) umówiliśmy się w mega romantycznym miejscu bo pod stacją benzynową - ja jako, że lubię być na czas byłam pierwsza mój M. nie poznał mnie podszedł zapytał, która godzina - trwało to wszystko chwilę jednak sytuacyjnie wyszło zabawnie bo mu się trochę głupio zrobiło jak jego mózg zarejestrował kogo pyta o godzinę ;)

    do tej pory potrafię się z niego śmiać, że na początku nie potrafił mnie zapamiętać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha :D
      O matko, nie wiem, co bym zrobiła na jego miejscu :D
      Chyba bym się zapadła po ziemię za wstydu ;P

      Usuń
    2. to jest typ, który się takimi rzeczami nie przejmuje ;)

      przed tą sytuacją było tak, że minął mnie na ulicy 'nie poznając mnie' a na drugi dzień w szkole pytał czy nie mam siostry w podobnym wieku bo bardzo podobną do mnie mijał ... ;)

      może i to zaleta bo inne laski mu w głowie długo nie siedzą bo twarzy nie pamięta ;):P

      Usuń
    3. Emi, to pewnie ta choroba, na którą cierpi Brad Pitt (podobno nie poznaje Jennifer Aniston): amnezja twarzy :D

      Usuń
  12. :-D ale się uśmiałam. Ty i ten Twój "drwal". ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przynajmniej zostały ciekawe wspomnienia :D

    OdpowiedzUsuń
  14. HAHAHHAHAHA wyobraziłam sobie delikwenta:D

    Ja no w sumie niedawno bo na początku wiosny poznałam dość przystojnego zabawnego kolesia - też przez neta
    ok wyskoczyłam z nim na kawę w trakcie spotkania ciągle mówił o mojej twarzy np " że myślał że mam żydowski nos"- wtf that means?:>
    finał spotkania opowiedział mi za ile kupił swoje bajeczne nowe bmw i ile kosztował z metra jego mega apartament- nie miałam już ochoty przekonać się jak radzi sobie z zakrętami jego mega pojazd ani jakie marmury zdobią jego podłogi w mieszkaniu.

    wydzwaniał a później gdy go troszkę brutalnie oświeciłam jakie mam poglądy na temat tego co ma do powiedzenia stwierdził że ktoś mnie skrzywdził bo wyżywam się na tak zajebistych menach jak on.


    Pozdrawiam jarosława i jego bmkę miał pecha ja lece tylko na majbachy- czy jak to się pisze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klau, czytałam Twój komentarz w telefonie i mało się nie zaplułam, jak doszłam do żydowskiego nosa :D
      ja pier... skąd się tacy ludzie biorą :D

      Usuń
    2. Ja takim zawsze mówię że tylko Golf mk1 lub 2 gti mnie podniecają i nic z tego nie wyjdzie :)

      Usuń
  15. Hahah tak takie historie są niczego sobie. Ja swojego lubego poznałam przez internet :) ale zanim to się stało spotkałam się z innym facetem z którym całkiem fajnie się nam gadało przez gadu czy Skype, jednak w momencie gdy się spotkaliśmy czułam się jak jakaś małpka w Zoo gostek wpatrywał się we mnie non stop jak w obrazek, aż źle się czułam, a co gorsza praktycznie wogóle się nie odzywał, a ja kombinowałam jak z tamtąd zwiać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, dobre.
    Podwózka autobusem pierwsza klasa :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Się uśmiałam, skąd się tacy faceci biorą? :D :D :D Jeszcze zdziwienie pewnie, czemu Wam nie wyszło :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahahah, niezły 'goth'. :D Może to tak naprawdę nie był facet? ;>
    Współczuję takiej randki...

    OdpowiedzUsuń
  19. Jednym słowem randka idealna :D

    OdpowiedzUsuń
  20. opowiedziałabym moją, ale jest niecenzuralna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to trzeba opowiedzieć na żywo i pokazać...

      Usuń
    2. oooo, to Ci nie ominie przy kolejnym spotkaniu.
      z giftami :D

      Usuń
  21. Cale szczęście, ze mi się taka randka nigdy nie trafila :D goth w falbaniastej koszuli? Padlabym ze śmiechu na sam widok :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja randkowego doświadczenia nie mam zbyt wiele, bo od 16stki jestem w tym samym związku, ale wcześniej zdarzyło mi się wyjść z gościem, który wyjątkowo uparcie się o mnie "starał". Zaprosił mnie na jakąś wystawę fotografii, na miejscu okazało się, że wystawy nie ma, wisiała jedna antyrama z miniaturkami zdjęć :P W efekcie wyciągnął mnie na bulwar, gdzie spacerowaliśmy przez kilka godzin w świetle księżyca, atmosfera strasznie romantyczna i w ogóle <3 Poza tym, że gość caaały czas opowiadał bóg wie o czym i też nie dopuszczał mnie do słowa, nawet go już nie słuchałam. Tylko czekałam, żeby móc się już urwać, a jak wreszcie powiedziałam, że się zbieram to oczywiście chciał mnie odprowadzić. No niech będzie, bo mieszkam w takiej okolicy, że nocą samej iść to nie bardzo. Odprowadził pod same drzwi i próbował pocałować na dobranoc. Udawałam, że tego nie widzę i zamknęłam mu drzwi przed nosem mówiąc jak świetnie się bawiłam :P Gość nie dawał mi spokoju przez długi czas potem, a jeszcze ze trzy lata później usłyszałam od niego tekst "To że już Cię nie kocham nie oznacza, że mnie nie podniecasz" - WTF?

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetna historia, co do randek przez internet mam nieco lepsze doświadczenia - na pierwszej poznałam świetnego kolegę (nie nadawał się na partnera), a na drugiej mojego obecnego faceta, z którym jestem już 8 lat... Więcej randek nie było ;)))

    OdpowiedzUsuń
  24. ja zazwyczaj miałam szczęście i trafiałam na w miarę normalnych chłopców :) podziwiam podejście do sytuacji i rozegranie jej w ładny sposób.

    OdpowiedzUsuń