It's kind of hard to stay mad at Raylan

/
20 Comments
Pisałam niedawno na Smykowym profilu na FB pisałam o mojej nowej, aktorskiej miłości - Timothy Olyphant'cie :)


Timothy Olyphant jeszcze niedawno kojarzył mi się z bardzo złym aktorstwem i marnymi filmami. Zagrał główną rolę w ekranizacji całkiem udanej gry Hitman, później trochę ogonów... Niestety, film był rzadką kupą, której nie dało rady zdzierżyć. Z tego też powodu unikałam filmów (i seriali) z jego udziałem.


Kilka lat temu poczytałam w sieci, że warto obejrzeć Justified, że to seria bezkompromisowa z genialną galerią postaci etc. Jako, że - standardowo już - w polskiej telewizji niemożliwym było obejrzenie tegoż, musiałam uciec się do skorzystania z Isohunt ;)




Przyznam, że pierwszy sezon mnie zawiódł. Bardzo. Do tego stopnia, że przestałam go oglądać po... 3 odcinkach? Przypominał mi klimat CSI i innych, kryminalnych seriali niskich lotów. Odłożyłam go więc i nie wróciłam... dopóki na gazeta.pl nie przeczytałam krótkiego artykułu, o tym, jak mniej więcej wygląda sezon drugi.

Isohunt ponownie poszedł w ruch (swoją drogą nie rozumiem, czemu w polskiej telewizji bardziej opłaca się puszczanie wtórnych Kości, niż seriali, które naprawdę coś wnoszą...)

Pierwszego sezonu Justified nie skończyłam.

Rozpoczęłam oglądanie od sezonu drugiego. I przepadłam.

Ale od początku. Justified to współczesny western, z wszelkimi cechami charakterystycznymi gatunku. Mamy więc szeryfa federalnego, człowieka praworządnego, naznaczonego jednak już podczas narodzin - wywodzi się z hrabstwa Harlan, w którym przestępczość kwitnie. Od zawsze, jest więc zakorzeniona i niemożliwa do wyplenienia. Po drugiej stronie barykady - Boyd Crowder (genialny Walton Goggins, znany z rewelacyjnego The Shield), przyjaciel Raylana z dzieciństwa. Boyd, to specyficzny przestępca, postać niezwykle hipnotyzująca i charyzmatyczna. Gentelman, ponadprzeciętnie inteligentny, elokwentny, i jednocześnie bezlitosny i całkowicie pozbawiony skrupułów. Szaleńczo zakochany, romantyczny - bohater rodem z powieści Jane Austen. Drogi Raylana i Boyda wciąż się splatają i - choć dokonali różnych życiowych wyborów - nie różnią się od siebie tak bardzo. Co więcej - tych dwóch rozbitków nie może bez siebie istnieć.






Ale nie tylko Raylan czy Boyd są w Justified postaciami wartymi uwagi. Konstrukcja serialu to prawdziwy majstersztyk, właściwie każda z postaci pojawiających się na ekranie, zapada na długo w pamięci. Wielowymiarowość opowieści, niejednoznaczni bohaterowie, genialne dialogi - to tylko ułamek tego, co oferuje nam Justified. Jest to też jeden z nielicznych seriali, w którym twórcy nie boją się uśmiercać ważnych dla fabuły postaci. Przyznam, że w pierwszym momencie przeżyłam szok - jak to? Dlaczego zginął? Albo dlaczego tak szybko? 

Justified to nie jest łatwy serial, angażuje widza całkowicie i wyciska jak cytrynę. Z nieznośnej, dość płaskiej komedyjki (pierwszy sezon), przeistoczył się w przytłaczający, gorzki dramat, w którym podejmujemy decyzje wraz z bohaterami i konsekwencje tych decyzji wraz z nimi ponosimy. 

Jeśli więc lubicie mocne, inteligentne, wymagające kino, koniecznie obejrzyjcie Justified.

I jeszcze mała klamra - wspominałam na początku, że Timothy Olyphant kojarzył mi się z beznadziejnym aktorstwem i marnym kinem. Powinnam za to klęczeć na grochu przez tydzień.

Przepraszam Timothy :P

Znacie Justified?
Jakie lubicie seriale?

I tak pozatematycznie, choć wciąż w temacie ;) - co powiecie na więcej filmowo-serialowych postów? :)




You may also like

20 komentarzy:

  1. Ze swojej strony polecam " The Killing".
    To chyba najlepszy serial jaki do tej pory oglądałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o wersji amerykańskiej?
      Amerykańska mnie bardzo zawiodła i po kawałku drugiego sezonu przestałam ją oglądać.

      Usuń
    2. Tak, o amerykańskiej.
      Mnie podobała się bardzo.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. wcale się nie dziwię :)
      to mało znany aktor :)
      w każdym razie - warto poznać :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam o nim wcześniej. Taki ze mnie dinozaur. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. westerny to moje dzieciństwo ojciec maniaczył ma nawet od dzieciaka pseudo indianiec a na mnie tak godnie mówią córka wodza.
    obejrzała bym chętnie.

    ja pamiętam go z jakiegoś badziewnego filmu o kosmitach- zapamiętałam film bo biegał tam piękny beagiel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kowboje i Obcy... oj, to było dno.

      W każdym razie mój Tato też wielbiciel westernów i też od dzieciaka mam zaszczepioną miłość do Sergio Leone ;)))))))

      Usuń
  5. A ja bardzo lubię Twoje wpisy na tematy filmowe i poproszę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :>>>>
      dziękuję, moja próżność została połechtana ;)

      Usuń
  6. Obejrzałam z ciekawości pierwszy odcinek 1 sezonu. Aktorstwo aktorstwem, ale jaki on ma głos przyjemny.. :)
    Ja bardzo lubię Lie to me, Suits, Downton Abbey i Sherlocka. Tego ostatniego szczególnie polecam. O, jeszcze Hannibal mi się spodobał. Fabuła fabułą, ale jest to chyba najbardziej piękny, dopieszczony wizualnie serial, jaki widziałam. Bardzo artystycznie sfilmowany. Plus Mads Mikkelsen jako Hannibal. Uczta dla zmysłów. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie I sezon to niebałdzo ;)
    Głos głosem, ale jaką on ma przyjemną aparycję ;) Z łóżka bym nie wygoniła ;)

    Lie to me niestety nie toleruję. Nie lubię wszelkich seriali, w których nieprawdopodobne historie twórcy za wszelką cenę chcą ukazać, jako rzecz niemalże codzienną. Dlatego też nie bardzo wchodził mi House. Nie lubię też takich bohaterów. Ok, socjopaci są jak najbardziej na miejscu, ale w powyższym przypadku jedziemy cały czas na tym samym motywie - za dużo tego. Brak zróżnicowania mnie przybija. Acz, przyznać muszę, że zarówno Lauriego jaki Rotha - uwielbiam :)

    Suits też oglądam, nawet bardzo lubię, ale głównie za sprawą Harveya. Mike przyprawia mnie o mdłości i obawiam się, że jeszcze trochę i nie zdzierżę :)
    Downton Abbey uwielbiam. W ogóle uwielbiam wszelkie seriale osadzone w realiach XIX i XX wiecznej Anglii :)
    Sherlocka ogląda TŻ z ogromnym zamiłowaniem, ja przełykam :)

    Co do Hannibala - widziałam jeden odcinek w TV i planuję ściągnąć całą serię. Uwielbiam Mikkelsena (Jabłka Adama <3), więc dla niego z przyjemnością zagłębię się w historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannibala już łynkęłam, w jeden dzień - miałam na kompie w Warszawie ;)

      Usuń
    2. Nie spodziewałam się tak treściwej odpowiedzi. Miło :)

      Lie to me oglądałam głównie ze względu na Rotha i motyw interpretowania mowy ciała, bo fabuła faktycznie pozostawia sporo do życzenia. A w Suits oprócz Harveya urzekł mnie jeszcze Louis :D

      Jeszcze co do Mikkelsena - widziałaś The Hunt? (nie wiem czy mogę się zwracać per Ty, jeśli nie, to już nie będę :))

      A czy oglądasz filmy o młodzieży? Typu Perks of being a wallflower albo It's kind of a funny story. Szukam czegoś w podobnych klimatach.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Oj tak, Louis to mój kolejny ulubieniec :)
      Pozostali bohaterowie, w większości, potwornie mnie irytują.

      Co do Mikkelsena, nie widziałam The Hunt. Jeszcze ;)

      Oglądam filmy o młodzieży, uważam, że współczesna kinematografia oferuje coś więcej ponad Footlose ;) (Które notabene uważam za fajny film, ale głębi tam jednak nie uświadczysz). The perks... nie widziałam jeszcze, ale jest w planach. It's a kind... uważam za zaskakująco dobre kino. Galifianakis okazał się zadziwiająco niezłym aktorem (już nie aktorzyną). Z takich młodzieżowych lubię filmy z Antonem Yelchinem (np. Charlie Bartlett). Ostatnio obejrzałam też Dirty Girl z Juno Temple i przyznam, że to było bardzo pozytywne zaskoczenie. Ubawiłam się też na Easy A.

      Usuń
    4. Dzięki, dopisuję do kolejki :)

      Usuń
  8. To Ci powiem, że niedawno do sklepu wparował podobny do niego chłopak, tylko włosy miał dłuższe niż na pierwszym zdjęciu... wyglądał jak rockman a głos... oaza spokoju, samym głosem mógłby ściągać majtki, zresztą, nie musiałby się starać, same by się zsuwały... no po prostu LOVE <3

    OdpowiedzUsuń