Plażing w butelce :)

/
22 Comments

Przyszło lato, wreszcie słońce za oknem, a ja  uwielbiam wręcz chodzić w sukienkach i spódnicach. Są to długości albo do kolan, albo maxi. Niestety, wyglądam jak córka młynarza i odkrywanie nóg wiąże się z koniecznością stosowania "sztucznej opalenizny". Oczywiście w miarę przebywania na słońcu, mogę w końcu z niej zrezygnować, jednak początek lata to smarowanie nóg samoopalaczami i poranne modły pt. "Oby nie było smug". Solarium to ostateczność.

Podczas listopadowego spotkania blogerek otrzymałam od firmy Bandi Opalizujący Bronzer do ciała. Z wiadomych względów przeleżał w szafce całą zimę i wiosnę. Na wypróbowanie go mogłam się zabrać dopiero jakieś dwa tygodnie temu.


Na początek kilka słów od producenta:

Preparat w formie lekkiego balsamu przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Nadaje skórze naturalny odcień opalenizny, który subtelnie podkreślają rozświetlające drobinki. Składniki nawilżająco-regenerujące sprawiają, że preparat jest niezastąpiony w pielęgnacji ciała również po opalaniu, zarówno na słońcu, jak i w solarium. Balsam intensywnie nawilża oraz utrwala opaleniznę. Pozostawia skórę doskonale nawilżoną, jedwabiście gładką i opaloną.

Co ja sądzę o tym kosmetyku?

Na początku byłam załamana - miałam nogi w ciapki. Co gorsza - efekt bardzo długo się utrzymywał i nie mogłam go usunąć nawet stosując silny peeling. Stwierdziłam, że nigdy więcej go nie użyję. Pogoda wymusiła jednak na mnie ponowne wyciągnięcie kosmetyku z odmętów szafki łazienkowej i z duszą na ramieniu zaczęłam bardzo dokładnie wsmarowywać balsam. Po około dwóch godzinach efekt był już widoczny - lekka, brązowa (a nie pomarańczowa, jak to często z samoopalaczami bywa) opalenizna. Żadnych smug, odcisków, obrzydliwego koloru. Muszę Wam tez powiedzieć, że bałam się tego "opalizującego efektu". Okazało się jednak, że jest bardzo delikatny i ślicznie prezentuje się na takiej przybrązowionej skórze. 


Kolejną zaletą jest brak smrodu palonego ciała :D Nie wiem jak u Was, ale u mnie po posmarowaniu skóry samoopalaczem, zajeżdża jakbym uprawiała smażing na solarce przez co najmniej 3 h. W każdym razie, przy tym balsamie zapach nie występuje albo występuje w stopniu znikomym. Dla mnie to ogromna zaleta.

Jeśli chodzi o wydajność, to niestety tu wypada dość blado (hehe ;) ). Kosmetyk jest rzadki, pojemność to 200 ml. Stosuję go od około 2 tygodni z częstotliwością co dwa, trzy dni i zostało mi pół butelki. To nie jest dobry wynik :( Cena 50 zł, czyli raczej standard.

Reasumując: dobry balsam brązujący, którego używania trzeba się nauczyć ;) Daje ładne efekty, choć z wydajnością jest na bakier :) Wydaje mi się jednak, że na początek lata, gdy nie dane jest nam jeszcze zażyć słońca i opalić się w sposób naturalny, jedna butelka w zupełności wystarczy na zafundowanie sobie przyjemnej, naturalnej opalenizny.

Znacie ten kosmetyk?
Jest coś, co szczególnie polecacie z Bandi?




You may also like

22 komentarze:

  1. Hahaha ja też nienawidzę tego smrodku samoopalaczy :D Jeśli jakiś kosmetyk opalający go nie wytwarza, to już jestem skłonna się nim zainteresować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      no z tym naprawdę jest nieźle :)

      Usuń
  2. Mam go i faktycznie jest mało wydajny i trzeba się go nauczyć. Bardzo go jednak lubię za bardzo słaby zapach i za efekt na skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no proszę, niespodziewana zmiana :D

    OdpowiedzUsuń
  4. oj, ja to się boję takich produktów

    OdpowiedzUsuń
  5. nigdy nie miałam samoopalacza, boję się, że zrobię sobie krzywdę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się boję takich kremów i jestem pełna podziwu, że po nieudanej próbie, sięgnęłaś po niego jeszcze raz ;) ja zdecydowanie preferują opalanie na balkonie zanim gdzieś wybiorę się w spódnicy, bo takie kremy zawsze mi śmierdziały(jeśli ten faktycznie nie ma tego specyficznego zapachu, to ogromny plus!). jedyny, który lubię to kawowy z Lirene, który dawał minimalną opaleniznę, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo ja jestem harddkorem :D
      a mieszkam na parterze i niestety balkonu nie posiadam :(

      Usuń
  7. Samoopalacz z Lavery ma nieco inny zapach(specyficzny), ale nie jest jest to smrodek samoopalaczowy, więc polecam, tym bardziej, że jest to produkt naturalny. Z takich zwykłych testuję teraz Kolastynę w sprayu i na razie spisuje się na medal. Ładnie się rozprowadza, nie robi smug, nawilża i zapach też bez ostrego smrodku, lekko słodkawy, kojarzący się z latem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmmm, muszę kiedyś sobie sprawić tę kolastynę.
      teraz chyba będzie w lidlu coś z kolastyny...

      Usuń
  8. Ciekawe.. ja jednak nie przepadam za takimi kremami ;) boję się, że czegoś nie posmaruję i będę w kratkę ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie uzywam smoopalaczy, za to uzywam balsamow brazujacych, obecnie mam Garnier i jestem bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to bardziej balsam brązujący, niż samoopalacz :)

      Usuń
  10. Ja tez nie używam samoopalaczy. Może dlatego, że opalenizna za mocno kojarzy mi się z oparzeniami ;-( No i widzę, że naprawdę osoby, które dużo się opalały mają szybciej wiotczejącą skórę...

    Z kolei samoopalacze dają na jasnej skórze pomarańczowy efekt, którego wolę uniknąć. Chyba, że jest już coś, co nie ma tej "nutki pomarańczki"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ten na szczęście nie daje tego "ślicznego" efektu ;)

      Usuń
  11. nawet nie wiedziałam, że mają taki w ofercie ;)
    lubię samoopalacz Lavery i Alverde.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie niewiele znam produktów z ich oferty ;)

      Usuń