It's a kind of magic i z pamiętnika młodej mamy vol. 4 :)

/
16 Comments
Dziś przychodzę do Was z recenzją balsamu do ust od Decubal.
Produkt testowałam bardzo intensywnie podczas choroby, gdy katar lał się strumieniami, a otarcia na nosie i na ustach zrobiły ze mnie Jackie Stallone (KLIK).


Na początek opakowanie – spora, jak na balsam do ust, tubka. Grafika – standardowo już – bardzo oszczędna i przyjemna dla oka.

Krótko od producenta:

Wskazania: Do intensywnej regeneracji spierzchniętych i popękanych ust i pielęgnacji suchej łuszczącej się i miejscowo zmienionej skóry.

Składniki (INCI): Petrolatum, Lanolin, Paraffinum liquidum, Cera Alba, Ricinus Communis, Seed Oil, Salicylic Acid, Tocopherol.




W produktach do pielęgnacji ust jestem raczej zwolenniczką umieszczania w składzie wazeliny, dlatego powyższe INCI jest dla mnie bardzo zadowalające.


Kosmetyk jest bardzo gęsty, czasem gdy przebywałam w chłodnym otoczeniu, musiałam naprawdę mocno ścisnąć tubę, żeby wydostać z niej balsam :) W kontakcie z ciepłym ciałem rozpuszcza się błyskawicznie, pozostawiając tłusty filtr. W kontakcie z gigantycznymi otarciami, przynosił autentyczną ulgę i bardzo szybko pomógł się z nimi uporać. 



W przeciwieństwie do wielu innych produktów tego typu, nie wymagał częstego nakładania, gdyż lecznicza warstwa przez bardzo długi czas utrzymywała się na ustach. Nie czułam jednak dyskomfortu. Zapach jest charakterystyczny dla lanoliny - nie lubiłam go, jednak dla dobra moich ust, przemogłam się :) Teraz używam balsamu do codziennej pielęgnacji, zapach przestał mi przeszkadzać, a nawet go polubiłam :) 

W tubce mieści się 30 ml produktu, to bardzo dużo jak na balsam do ust. Kosztuje około 20,00 PLN,  wziąwszy pod uwagę przeogromną wydajność i rewelacyjne działanie, cena jest wyjątkowo korzystna.

Po zużyciu mojej aktualnej tubki, na 100% kupię kolejną, również dla przyjaciółki, która od lat boryka się z pękającą skórą na ustach.

Macie swoje ulubione balsamy do ust?
Co stosujecie na otarcia przy katarze?


A z innej beczki: przypominam o kończącym się rozdaniu/konkursie (KLIK)!



Poczytałam już trochę Wasze odpowiedzi konkursowe i pojawiają się prośby o więcej postów z serii „Z pamiętnika młodej mamy” :)


Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ten czas szybko płynie. Tak, wydaję się Wam teraz zdziadziała. Zaraz zacznę pisać, jakie to były kiedyś czasy… Cóż, patrząc na to, jak Tymon rośnie, jak się rozwija, to cóż… Ten czas płynie cholernie szybko.

Urodził się w czerwcu zeszłego roku, a dziś rwie się do chodzenia, sprawdza, na co może sobie pozwolić, testuje moją cierpliwość ;) Jest gadułą nie z tej ziemi i jeszcze większą przylepą. Gdy wychodziłam do pracy, jeszcze niedawno darł się wniebogłosy, teraz – mam wrażenie – trochę przyzwyczaił się do tego, że mama go opuszcza. Na początku i ja strasznie przeżywałam rozłąkę, teraz już mi łatwiej, bo Synek wita mnie z tak wielką radością, że czasem mam ochotę wychodzić częściej :D Nie jestem w stanie opisać, co wtedy czuję :) Mamy swoje codzienne rytuały, których Tymon wciąż się domaga :) Wieczorem wskakujemy na łóżko i „mordujemy się” :)))))) Tymon kocha gilgotki, śmieje się do rozpuku, gdy go wytrząsam :D Przerwa? Jaka przerwa?! Włazi mi na głowę, przywala „z barana” w brzuch, plecy… I sprzedaje zalotny uśmieszek, że to niby wcale a wcale nie specjalnie :) Zaczepialski!



Od urodzenia zaszczepiamy mu miłość do muzyki. Dlatego uwielbia wszelkie dźwięki (autentycznie wszelkie, nie pogardzi nawet Britnej ;) ) Robi tany – tany, gdy tylko usłyszy jakąś melodię :) Bardzo podoba mu się nowy album Jamesa Blake’a :P

P.S. Drogie przyszłe mamy! Gdy nagle nastaje cisza, jak makiem zasiał, nie oznacza to, że Wasze dzieciątko jest wyjątkowo grzeczne. Zapewniam Was, że wcale nie próbuje zjeść wszystkich stron Twojego Stylu, absolutnie nie dorwał się do Waszej torebki (i bóg wie jak ją otworzył!) i w ogóle nie rysuje Waszą ulubioną pomadką po dywanie i spodniach zahaczając przy okazji o ukochane buty wszystkich domowników albo, w najgorszym przypadku, zupełnie nie ma w planach mycia zębów szczotką do sedesu :P




I na koniec ulubiony utwór Tymona :)









You may also like

16 komentarzy:

  1. Nie.... nie mów mi, że wszystkie te PRZYKŁADY z życia wzięte :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam :D Bardzo podobają mi się posty z tej serii, a z balsamem Decubal niestety średnio się polubiłam :( Na zimę był dobry, bo fajnie chronił usta przed mrozem, ale niestety za mało je nawilżał :/

      Usuń
  2. Balsam bardzo polubiłam.

    Widzę, że Twój maluch jest bardzo towarzyski i ciekawy świata :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale kochany ten Twój Tymonek!!! I ciekawa jestem tego mycia zębów szczotką do sedesu heheheh :)

    OdpowiedzUsuń
  4. może by mi w końcu coś na te usta pomogło ;)
    oh, jak te dzieci szybko rosną :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodki Tymonek :D Na pewno masz z nim wesoło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uśmiałam się czytając o Tymonku. Słodki bobasek <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mały przystojniacha i to z niezłym gustem:}

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze, że stosowałaś go podczas kataru, bo zapach ma ykhmmm delikatnie mówiąc średni ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam problem z balsami do ust i ciężko mi znaleźć taki, który by mi odpowiadał, nadal szukam... z pat&rub na razie mnie zadowalają, ale nie do końca.

    Ojj.. mam rocznego brata i ten czas tak zapiernicza, że zaraz będzie mi mówił, "siostra Ty stara dupo" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Tymon rośnie jak na drożdżach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. wygląda przesłodko w tym czerwonym kapturze z uszkami :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słodziak:) A Decubal to ma wysoko parfinę więc nie dziwota:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :)
      Ale tak jak napisałam - oleje mineralne w produktach do ust uważam za jak najbardziej wskazane :)))

      Usuń
  13. Uroczy smyk:) A na otarcia tylko kremik Bambino - świetnie i szybko sobie radzi:)

    OdpowiedzUsuń