DIY: Na zimno :) Czyli kremożel do cery wrażliwej i trądzikowej.

/
15 Comments


Pokazywałam Wam ostatnio zakupy na ZSK i w GOREMI. Tymon poszedł w kimę, więc ja znów zaczęłam się bawić w małego chemika i wyczarowałam cudownie lekki kremo-żel/mleczko do cery wrażliwej, trądzikowej. Bazowałam w dużej mierze na przepisie z ZSK, który znajdziecie TU, nieznacznie go jednak zmodyfikowałam.



Do wykonania kosmetyku przygotujcie:



Faza A
płaska łyżeczka 0.15 ml
5.5 ml
9.9%
5.5 ml
2%
1 g
płaska łyżeczka 2.5 ml
1,5%
0.75 g
2 łyżeczki 0.15 ml
Faza B
64%
32 ml
3%
1.5 g
pół łyżeczki 2.5 ml
3%
1.5 g
płaska łyżeczka 2.5 ml
0.5%
0.25 g
1.5 łyżeczki 0.15 ml
Faza C
7%
7%
3.5 ml
3.5 ml


Sposób wykonania:


1. Składniki fazy A umieszczamy w zlewce/szklance i mieszamy. Na początek możemy dodać trochę mniej gumy ksantanowej, konsystencję kosmetyku będziemy regulować za jej pomocą jeszcze w fazie C.
2. Składniki fazy B umieszczamy w zlewce/szklance i również mieszamy (do rozpuszczenia witaminy).
3. Fazę A wlewamy do fazy B ciągle mieszając. Na początku konsystencja będzie dość rzadka:




4. Mieszamy przez około 5 minut, następnie dodajemy ekstrakt i liposomy. Ponownie mieszamy około 5
minut. Jeśli konsystencja wydaje nam się za rzadka, regulujemy jej gęstość dodając odrobinę gumy
ksantanowej (kapka na ostrzu noża ;) ) i dalej mieszamy do uzyskania wymaganej formy.


Przelewamy do słoiczka i zużywamy w ciągu kolejnych 6 miesięcy :)
  
Używam kremu od trzech dni. Na początku wydawało mi się, że pozostawia na twarzy klejący film, jednak na szczęście było to mylne wrażenie i na tę chwilę mogę powiedzieć, że krem doskonale się wchłania i (chyba) pomógł uporać się z brzydką niespodzianką na brodzie. Nie nadaje się jako krem na dzień – moja skóra dosyć mocno się po nim świeciła, natomiast na noc jest genialny. O działaniu mogę jeszcze niewiele powiedzieć – postaram się napisać o nim po skończeniu „kuracji”. Taki sam produkt ukręcę dla mojej koleżanki, a właściwie dla jej córki, która od lat zmaga się z potwornym trądzikiem. Jej opinię też postaram się Wam przedstawić.

Muszę jeszcze wspomnieć, że włókna pomarańczy, na zimno, są raczej opornym emulgatorem (takie przynajmniej mam wrażenie) i bez gumy ksantanowej ani rusz... Nie wypróbowywałam ich na gorąco, ale na ZSK jest informacja, że przy wyższych temperaturach otrzymuje się emulsje o większej lepkości.










You may also like

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. w buteleczce wygląda jak budyń waniliowy :)

      Usuń
    2. w sumie ma podobną konsystencję ;)

      Usuń
    3. waniliowy albo śmietankowy :) ;) na deser można by zrobić

      Usuń
  2. Dawno nie kręciłam nic, co ma 3 fazy... ;-)

    Fajnie, że się sprawdza. Życzę córce koleżanki, żeby jej pomógł.

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawie się zapowiada, czeam na recenzje po dłuższym stosowaniu

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na opinie i wrażenia, bo wydaje się bardzo obiecujący i do tego jest naprawdę atrakcyjny, jak na kosmetyk własnej roboty. Pozdrawiam, Blogging Novi

    OdpowiedzUsuń
  5. no to czekamy z niecierpliwością na dogłębszą relację;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie by było ukręcić sobie krem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W butelce wygląda świetnie i ma ładny kolor. Ciekawa jestem jak się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ale to jest fajne :) ja sama jestem ciekawa tego

    Witam i zapraszam do siebie ja zaobserwowałam bloga i zostanę stałą czytelniczką :) sama dopiero zaczynam http://blogujacaanusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. będę czekać na dalszą relację z użwania/testowania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też sobie ukręciłam i jest nieźle ;) Choć szczypią mnie miejsca, które miałam potraktowane kwasem. Ale z samego faktu, że mi żadne alkohole cetylowe, cetearylowe, stearyniany, itd., itp. nie służą, to chwała włóknom, że istnieją ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja podziwiam to kręcenie kremów:)

    OdpowiedzUsuń