Krem z dyni z zacierkami i ementalerem

/
10 Comments

Moje Drogie!

Dziś troszkę niekosmetycznie, natomiast wciąż samorobiąco :)

Nie wiem jak Wy, ale bardzo lubię jesień. Urodziłam się w tej porze roku, poza tym uwielbiam jej kolory i ... humory :) Prawdziwa kobieta! Kocham jesienne stragany z przecudownymi kształtami kabaczków, miniaturowych dyń, z papryką i cukinią na leczo, bakłażanami na mutabal, mmmm.

Od kilku dni przymierzałam się do ugotowania zupy z gruzdów (to takie bagienne grzyby, które się kisi). Taka zupa jest obłędnie pyszna, ale gruzdy trudno znaleźć, więc wciąż oszczędzam słoiczek, który dostałam od rodziców. Wracając jednak z dzisiejszego wypadu na miasto (o którym troszkę później), ujrzałam na straganie przy ulicy piękne dynie, idealne na krem z dyni :) Kupiłam jedną, blisko pięciokilową, dotargałam do domu (a właściwie wózek Tyma dotargał) i zabrałam się za gotowanie :) Danie wyszło przepyszne! Zdradzę Wam zatem moją tajemniczą recepturę :) Może i Wam zasmakuje ta niezwykle aromatyczna aksamitna zupa.

Do jej przygotowania potrzebujecie:

1 kg ziemniaków (najlepiej kremowych, można bez problemu dostać w supermarketach)
połowę wydrążonej i obranej dyni (moja ważyła 4,9 kg, więc myślę, że bez środka śmiało można przyjąć 2 kilo)
oliwa z oliwek
pół główki czosnku
około szklanki mleka
przyprawy:
sos sojowy indonezyjski (słodki)
sos sojowy japoński (standardowy)
kolendra
papryka słodka
papryka chili
imbir
curry
pieprz cytrynowy
szczypta soli
około 1,5 litra wody

Należy przygotować duży garnek i postępować zgodnie z poniższymi punktami:

1. Do garnka wlewamy około 3 łyżek oliwy, podgrzewamy, wrzucamy obrane ząbki czosnku. Odrobinę podsmażamy.
2. Następnie wsypujemy suche przyprawy (papryka słodka, chili, kolendra, imbir, curry, pieprz cytrynowy, sól). Chwilę smażymy stale mieszając. Dolewamy sosy sojowe (około 4 łyżek każdego).
3. Wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Mieszamy.


4. Wrzucamy obraną i pokrojoną w kostkę dynię. Mieszamy, zalewamy wodą i gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem do momentu, aż dynia będzie się z łatwością rozpadać.


5. Zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do przestygnięcia. Miksujemy blenderem stopniowo dolewając mleko.


I włala! Toć cała filozofia :)
Ja ten krem podałam dziś z zacierkami (przepis banalny: szklanka mąki, jedno jajo, szczypta soli i dolewamy stopniowo wodę, ciasto musi być zwarte i nie kleić się do rąk. Kręcę później z małych kawałeczków wrzecionowate kluseczki, wrzucam na osolony wrzątek, czekam aż wypłyną i gotuję jeszcze jakieś 3 minuty) i posypaną startym ementalerem. Wspaniale się to wszystko skomponowało :) Polecam Wam przygotować takie danie. Jest naprawdę proste i wyjątkowo smaczne. Idealne na jesienne, chłodne wieczory :)



A może macie jakieś swoje ulubione przepisy na zupy krem? Chętnie bym skorzystała :)

P.S. I jeszcze obiecany powrót do tematu „wypadu na miasto”. Z moją przyjaciółką i naszą wspólną bliską koleżanką (która nota bene również ma Tymka, tylko kilka miesięcy starszy od mojego :-) ) wybrałyśmy się na śniadanie do knajpki o nazwie O obrotach ciał niebieskich. Cudowne, rodzinne, ciepłe miejsce na mapie Warszawy, na pewno będę odwiedzać regularnie. Jeśli mieszkacie w stolicy, koniecznie zajrzyjcie w weekend w godzinach 10-14, wówczas załapiecie się na śniadaniowo-lunchowy bufet w cenie 20,00 PLN. Jedzonko pyszne, pieczywo własnego wypieku, wspaniałe, domowe pasty wegetariańskie (humus, pasta z zielonego groszku, z czerwonej fasoli, z grillowanego bakłażana), bundz, twarożki, jajeczniczka, gotowane frankfurterki, sery żółte, pasztet ze śliwką, wędliny, dżemy własnej roboty, serek biały… To wszystko dostaniecie w O obrotach… Knajpka znajduje się na warszawskim Powiślu, z widokiem na industrialną stolicę, czyli stare fabryki – genialny klimat. I coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam. Oto lokator fabryki:


Ten mały lisek wyszedł sobie jak gdyby nigdy nic i przysiadł na dachu zniszczonej przybudówki w tej fabryce. Coś niesamowitego. Magiczna chwila…





You may also like

10 komentarzy:

  1. Też mam urodziny na jesieni! W jesieni lubię to, że wieczory są dość romantyczne:) poza tym, ten klimat kiedy można usiąść pod kocem i poczytać książkę lub obejrzeć film:)
    Zupa wygląda pysznie, akurat głodna jestem :P A o tym miejscu na Powiślu nie słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się urodziłam w lipcu i pewnie dlatego lubię lato...słoneczko, ciepełko...to coś dla mnie...chyba powinnam mieszkać gdzieś, gdzie cały rok jest ciepło...
    w jesieni nie widzę nic fascynującego i ciekawego...zimno, ludzie chorują...cóż za przyjemność?:P i miliard warstw- bo rano i wieczorem jest zimnica, a w dzień upał...no rzeczywiście atrakcja:P

    Ale ten krem z dyni...hmm to chyba jedyny plus jesieni...ślinka mi cieknie...mmm:D

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny przepis:) ja z mamą wczoraj robiłyśmy dżem z dyni:) pycha:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę wypróbować Twój przepis. Moja mama często robi zupę z dyni, ale z troszkę innego przepisu;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurcze nigdy nie jadłam dyni ale patrząc na twoje smakołyki aż kuszą aby coś upitrasić.zapraszam do mnie nowy wpis

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam do wzięcia udziału w TAGu - Październik miesiącem maseczek :)) Ciekawa jestem czy skomponujesz jakieś ciekawe przepisy na maseczki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezusiu też chce jeść! A pora mało odpowiednia :P.

    OdpowiedzUsuń