Dni przetworowe, refleksje, muzyka i Tymuś :)

/
22 Comments

Moje Drogie!

Naszło mnie na przetwory :) Wczoraj zrobiłam dżem aroniowo – jabłkowy i aroniowo – gruszkowy. Jestem też wielbicielką powideł śliwkowych, zatem wczoraj trzy godziny, a dziś dwie gotowały się węgierki. Niestety to mój pierwszy raz z przetworami, z dwóch kilo śliwek wyszły zaledwie trzy słoiki, wobec czego wybieramy się dziś z moimi chłopakami na zakupy. W planie jest tym razem 5 kilo śliwek i 5 kilo ogórów ;) Zamarzyły mi się ogórki w słodkiej zalewie i takie też mam zamiar przygotować. Czy robiłyście kiedyś ogórki w miodzie? Właśnie takie chcę przygotować, ale wszystkie internetowe przepisy pokazują warzywa ze skórką, a ja chcę takie gołe ;) Czy znacie może jakiś sprawdzony przepis? Chętnie skorzystam :)

Dodatkowo, już tak zbiorczo, chciałam się tylko pochwalić nawiązaniem współprac z dwiema firmami: jedna dla Tymonka, czyli:



a wczoraj dostałam maila od:



z czego baaaaardzo się cieszę :) Już nie mogę się doczekać wypróbowania ich produktów!

Naszło mnie jeszcze na wspominki :) A to z uwagi na nową muzykę wyszukaną przez TŻta. Wiecie jak się poznaliśmy? Na forum literackim, gdzie oboje się udzielaliśmy, zaczęliśmy rozmawiać o muzyce. Jako wieczny poszukiwacz, podesłałam mojemu przyszłemu-obecnemu linki do genialnej kapeli Crippled Black Phoenix, konkretnie do tego utworu:



Zaczęliśmy wymieniać się „upodobaniami” muzycznymi, są bardzo podobne, płynnie przeszliśmy do filmu, literatury (głównie poezji). Okazało się, że świetnie nam się rozmawia, nie potrafiliśmy przestać. Pisanie zamieniliśmy w długie rozmowy telefoniczne, później na spotkanie w połowie drogi, czyli w Częstochowie ;-) Po kilku cudownych dniach - rozłąka, znów telefony, sieć. I ponownie wspólny wyjazd, tym razem do opolskiego Olsztyna. Potem nie mogliśmy już bez siebie żyć. Podjęliśmy szybką decyzję – przeprowadzka. A. przyjechał do mnie z jedną walizką, zagubiony, bez pracy. I wciąż, mimo wszystko, był to chyba nasz najcudowniejszy okres. Po trzech latach wzlotów i upadków, ścierania się niezwykle trudnych charakterów, w moim brzuchu pojawia się owoc naszego związku. Nie wiemy jeszcze czy będzie to chłopiec czy dziewczynka. Po trzecim miesiącu dowiadujemy się, że będziemy mieć synka. Nie było żadnych wątpliwości, bo na USG było widać głównie diamenty Tymonka ;) W międzyczasie ktoś mi mówi, że Crippled Black Phoenix będzie w Polsce, dadzą koncert promujący ostatni, wybitny moim zdaniem, album „I, Vigillante”. Niewiele się zastanawiając kupujemy bilet i w listopadzie Tymonek przeżywa swój pierwszy „live”, jeszcze w brzuchu. Byliśmy wzruszeni, w końcu to zespół, który nas niejako połączył. Ogromne przeżycie, niezwykle kameralne przedstawienie w warszawskiej Progresji, rodzinna atmosfera, genialna muzyka, wspólne śpiewanie, a na koniec ja z brzuchem, moja przyjaciółka i jeszcze kilka(naście) osób na scenie z tą rewelacyjną kapelą. Siedzimy z nimi, popijają nalewkę wiśniową, którą przynosi im cudowny właściciel klubu (Panie Marku, we <3 u!), słuchamy „Born for Nothing / Paranoid Arm of Narcoleptic Empire”. Nigdy tego nie zapomnę.

Dziś Tymonek skończył trzy miesiące. Jest całym naszym światem. I wiecie co – słuchanie dobrej muzyki, gdy był jeszcze w brzuchu chyba przynosi efekty ;) Wczoraj Tymon był przeszczęśliwy, gdy puszczaliśmy mu Tool, Rudimental, Mount Eerie… Kocha Bowiego, przy którym „bystrzeje” i zasłuchuje się intensywnie ;-) Jest też ogromnym fanem Goofy’ego i Jacka’ i piratów na Disney Channel. Trochę mnie to niepokoi, mam nadzieję, że telemaniactwo przejdzie mu z wiekiem ;)

A tu trochę muzyki Tymonkowej:






z naciskiem na klip, który Tymon uwielbia i jak zaczarowany wpatruje się w taniec Thoma :)







Mogłabym wymieniać i wymieniać :) Możecie nie wierzyć, ale Tymon autentycznie zasłuchuje się w tych nutach, a gdy wyłączyć niepostrzeżenie Radiohead, drze się wniebogłosy ;-)))))




You may also like

22 komentarze:

  1. Booooże, wzruszyłam się :,( Piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale historia <3
    My powidała sliwkowe robimy w piekarniku :D bez gotowania bodajże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi A. mówi, że się smaży, ale te, które zrobiłam też smaczne :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. no właśnie słyszałam i z przyjemnością przetestuję :)

      Usuń
  4. Robi się je tak samo ja te ze skórką, tylko pokrój na większe kawałki, bo te bez skórki bardziej się rozciapują :)
    Teściowa zrobiła wersję bez skórki i delikatniejszą specjalnie dla wnuszki a mała Bestia i tak woli te nasze - ze skóra i bardziej pikantne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeezu, tyle tematów, że nie wiem o czym pisać... ja wczoraj robiłam nalewkę śliwkową, mam też sprawdzony przepis na ogórasy ale ze skórka, jeśli będziesz chciała, wyślę Ci na maila :) co do miłosnej historii, to powala na kolana, mnie tymbarrdziej, że jestem wielką fanką muzyki i córką rockmana, zatem też to wyssałam z mlekime matki. Kiedy byłam mała pamitam jak rodzice mieli w sypialni materace na ziemi, a tuż obok stała wieża technics'a bo muzyka zawsze była prriorytetem. Ja już przeszłam chyba wszystkie etapy, oczywiście związane z szeroko pojętym rock'iem, kiedys black, death, heavy, gotyk, potem uslyszałam Dream Theatre i wszystko mi sie odmieniło, od tamtej pory moim muzycznym światemrządzi głównie muzyka progresywna, z polskich kocham Riverside, quidam, muzycznie łagodnieję i również lżejsze rzeczy mi się podobają jak Indie (the National, itp). Tool, Radiohead to oczywiscie klasyka. Niedługo ide na ukochany Archive i na Muse,o który kiedyś bym się nigdy nie podejrzewała, że będę go słuchać. A kapelki dzięki której się poznaliście nie znam i z chęcią posłucham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podeślij koniecznie ten przepis :)
      Mój Tato co prawda rockmanem nie jest, a wręcz słoń nadepnął mu na ucho, acz również pamiętam lata szczeniackie, gdy siadaliśmy na podłodze i słuchaliśmy King Crimson czy Deep Purple całymi godzinami :) Jeśli chodzi o słuchanie rocka, to u mnie od samego początku był progrock i bardzo intensywnie się nim zasłuchiwałam, Dream Theatre również mam za sobą, głównie ze względu na kolegę, który był ich fanatycznym wręcz wielbicielem i śmieliśmy się, że gdyby mógł, zostałby ich groupie ;) Riverside mi się kiedyś podobało, ale teraz jak ich słucham, podobnie zresztą z DT, to jak dla mnie za duże stężenie patosu ;) The National kocham (nie wspominając o Matt'cie ;)))) ). Do Toola mam ogromny sentyment i pewnie słuchałabym ich intensywnie po dziś dzień, gdyby nie 10000 days, przy której witki mi opadły. Zawiodła mnie ta płyta przeokrutnie i odwróciłam się od nich dupą ;) Muse nie trawię, mój A. ich lubi, żona jego przyjaciela jest fanatyczką Muse, a ja nie jestem w stanie ich słuchać ;)Archive, w szczególności ten z początku ich kariery uwielbiam. W ogóle nie wiem, czy zauważyłaś, że w Polsce w ogóle jest ogromny "popy" na muzykę progresywną. Pamiętam jak swojego czasu Porcupine Tree witało do naszego kraju średnio raz w roku ;) Co do Crippled Black Phoenix - polecam na początej płytę A love of shared disasters - to mój ukochany album. Przepięknie dołujący :)

      Usuń
  6. Oooo Neurosis! Bardzo moje klimaty, ta cała wymieniona przez Ciebie muzyka, że tak topornie zachwyt swój wyrażę ;)
    Ja ostatnio katuję darkjazzy - znów. Na tapecie jest cały czas Dale Cooper Quartet & the Dictaphones: http://www.youtube.com/watch?v=LIu-7PNR00M
    Zdecydowanie muzyka nie na świeże, słoneczne poranki... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a Bowiego, DM i NE ogromny plus :]

    OdpowiedzUsuń
  8. śliczna historia, daje nadzieję, że prawdziwa miłość istnieje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż tak bardzo bym się nie zapędzała ;) jesteśmy szcześliwi, ale zawsze mogłoby być lepiej ;)

      Usuń
  9. urzekła mnie Wasza historia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro nie chcesz ogórków ze skórką to może jakaś sałatka? Moja mama robi taką z marchewką i cebulą w zalewie octowej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie pamiętam już ona je robi. Zapytam jak wróci z urlopu. Ale znalazłam cuś takiego w necie http://kobietawbiznesie.com.pl/rodzina/przepisy-kulinarne/ogorki-w-slodkiej-zalewie/

    OdpowiedzUsuń