DIY - Tonik do cery naczynkowej mieszanej

/
22 Comments

Moje Drogie!

Na wstępie pragnę przeprosić za długaśną ciszę :) Ostatnio dużo mieliśmy zajęć i jakoś nie starczyło czasu na blog :) Jako, że trochę się teraz unormowało, zrobiłam za jednym zamachem kilka kosmetyków, których tutoriale będę sukcesywnie zamieszczać :)

Na pierwszy ogień pójdzie tonik do cery naczynkowej, mieszanej. Jak wszystkie kosmetyki, które Wam prezentuję, jego wykonanie jest banalnie proste, a – przynajmniej u mnie – sprawdza się świetnie.

Do jego wykonania będziecie potrzebować:



w następujących proporcjach:


Produkt
Ilość gramatura
Ilość %
Hydrolat z kwiatu kocanki
100,00g
83,33%
Vit B5
5,00g
4,17%
Betaina
2,00g
1,67%
Mleczan sodu
5,00g
4,17%
Wyciąg z aloesu
5,00g
4,17%
Glinka zielona
3,00g
2,50%

Jeśli chodzi o wykonanie, po prostu dodajecie poszczególne surowce do hydrolatu i mieszacie. Również przed każdym użyciem należy produkt wstrząsnąć (ze względu na glinkę, która nie rozpuszcza się w wodzie i osadza na dnie buteleczki). Gotowy produkt nie wygląda zbyt zachęcająco, ma delikatnie sraczkowaty odcień ;)))) Dlatego trzymam go w nieprzeźroczystej buteleczce ;)



Hydrolat z kocanki włoskiej jest sam w sobie świetnym produktem do cery naczynkowej i z trądzikiem różowatym, betaina, witamina, aloes i mleczan sodu nawilżają, natomiast glinka reguluje wydzielanie sebum.


Jeśli chodzi o kolejne DIY, będzie to balsam do ust o zapachu gorącej czekolady i balsam w kostce, którego powstanie zainspirował post u Obsession :) Czyli tym razem "prawie jak Orientana" ;) Planuję też podziałać w kwestii peelingów do ust na bazie składów Lusha, ale to trochę później.

Chciałam też się pochwalić, że wyjeżdżamy z Tymonkiem do Gdańska, do teściowej :)))) W piątek wsiadamy w pociąg i ruszamy w drogę (autem jeszcze trochę się boję :( ). Wrócimy pewnie za tydzień, więc blog będzie przez ten czas w stanie uśpienia. Od razu po powrocie mam w planach zamieścić trochę recenzji kosmetyków drogeryjnych, bo ten "dział" został zaniedbany.

A na koniec mam dla Was mały bonus ;) 5,5 kilo żywej wagi Tymona plus mama (niech jej waga pozostanie słodką tajemnicą ;)))))


Buziaki dla wszystkich blogowych cioć! :)))))






You may also like

22 komentarze:

  1. No chłop jak malowany :) czekam na balsami w kostce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki Tymuś piękny :) i mamusia oczywiście też :)

    OdpowiedzUsuń
  3. taki tonik bardzo by mi się przydał ;) szkoda, że nie mam wszystkich półproduktów. a dzieciaczek śliczny! oby rósł zdrowy i szczęśliwy :*

    OdpowiedzUsuń
  4. O jejku jak maly przystojniak!! A mamusia jaka piekna! :)
    A tonik fajny, ale kolor faktycznie malo zachecajacy :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczne to zdjęcie :)
    A bobasek słodki :D

    Zapraszam :)
    http://delancydame.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. pięknie wyglądasz, Tymon również. :) naczynek nie mam, ale kocankę bardzo lubię, już nawet jej zapach jakoś strasznie mi nie przeszkadza. :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się ten przepis na tonik :))

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny pomysł na tonik szkoda tylko że nie do mojego typu ale na pewno komuś się przyda przepis.super zdjęcie synuś rośnie jak na drożdżach

    OdpowiedzUsuń
  9. Uroczy jest ten Twój Maluszek :-) A Ty wyglądasz kwitnąco! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Slicznie wygladasz- a co w palec zrobie zrobilas? :D Tymon cudny- coraz go wiecej do kochania! (i noszenia).

    super, ze podzialasz cos w lushowych peelingach do ust, bo bardzo je lubie.

    w ogole sie boisz jezdzic samochodem z malym czy na dluzsze trasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tym palcem to dałam czadu ;)
      Wyobraź sobie, że przy goleniu nóg, niechcący przejechałam delikatnie po paznokciu i zrobiło się malutkie wgłębienie. Z czasem, gdy paznokieć rósł, wgłębienie się... poszerzało, aż w końcu zrobiło się na całą szerokość paznokcia i mniej więcej w połowie był całkowicie pęknięty. Cały czas go naruszałam, co zaczęło w końcu cholernie boleć. No i zakleiłam, żeby go nie podrażniać ciągle. Teraz już okej na szczęście.

      A co do jeżdżenia samochodem - z małym nie boję się jeździć, cały czas gdzieś wybywamy, ale 300 km to już trochę strach :( Szczególnie, że mam prawko od września zeszłego roku... Acz zmuszeni chyba będziemy do jechania autem, bo nie zabierzemy się do pociągu sami z wózeczkiem, fotelikiem i walizką... Co innego, gdyby Adam z nami jechał, ale wykorzystał już urlop w czerwcu jak urodziłam :(

      Usuń
  11. tonika jak znalazł dla mnie a balsam orientany też testowałam, strasznie to niewydajne, więc czekam na Twój przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I we człowieku spokojnie czytaj o toniku, jak takiego słodziaka wrzucasz z mamą :)
    Buziaki dla Tymonka =)

    OdpowiedzUsuń
  13. myślę,czy nie zamówić półproduktów na tonik
    zrobiłabym z kwasem - 5%
    za miesiąc - dwa mogę już spokojnie się poddać kwasom :)

    pozdrowienia dla Was obu :) miłego pobytu w gda :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie się prezentujesz!
    Dumna mama :) Tak trzymaj!

    Byłaby szansa na proporcje w mililitrach? bo ze mnie leniwiec:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hymmmm, muszę podumać jak to przeliczyć ;)

      Usuń
    2. Byłoby fajnie i praktycznie ;)
      Oczywiście nie poganiam, to taka luźna sugestia.

      Usuń