Krótka historia fascynacji

/
3 Comments
Jestem maniaczką, nie ma możliwości, żeby się tego wyprzeć. Muzyka towarzyszy mi zawsze i wszędzie. Dzięki muzyce poznałam właściwie każdego mojego partnera (no dobrze, i dzięki literaturze oraz mojemu urokowi osobistemu ;-) ), włącznie z aktualnym, Tatą mojego jeszcze nienarodzonego synka. Muzykę kocham, słucham namiętnie, analizuję. Zaczęło się to już w dzieciństwie. Z Mamą spędzałyśmy długie godziny na słuchaniu polskiego bigbeatu, ze słuchawkami na uszach śpiewałam piosenki Nalepy czy Niemena. Kaleczyłam potwornie, ale poznałam naprawdę wartościową sztukę rodzimą.  



Z Tatą siadaliśmy na podłodze i godzinami, bez słów, zasłuchiwaliśmy się w King Crimson, Pink Floyd, Queen, Omedze. Tak poznałam rock progresywny (który wielbię po dziś dzień). 



Później nastąpiła era poznawcza. Pod koniec podstawówki słuchałam hip-hopu, głównie Kaliber 44 i The Roots. 



W liceum zaczęła się era ciężkich brzmień, kolega podkładał mi kasety Dimmu Borgir czy Cradle of Filth (jak teraz na to patrzę, to aż mi wstyd ;-) ), tego jednak słuchałam bardzo krótko.



Bo później nastał TOOL. TOOL rządził moim życiem właściwie do zakończenia szkoły średniej, byłam na ich pierwszym koncercie w Polsce, niezapomnianym, magicznym, idealnym. Pamiętam jak dziś, gdy z moją przyjaciółką darłyśmy się wniebogłosy, gdy pierwszy raz puścili na VIVIE 2 "Schism". Choć dziś, mając prawie trzy dychy na karku, nie słucham już tej kapeli, mam do niej przeogromny sentyment i chyba już na zawsze pozostanę wierną fanką, chociażby z nazwy.



W międzyczasie zaczęła uwydatniać się fascynacja muzyką instrumentalną, lecz wciąż rozbudowaną, mroczną, przytłaczającą. Pojawił się w moim życiu Mogwai, Godspeed You! Black Emperor, Explosions in the sky. Później, naturalną koleją rzeczy, wydawnictwa neurotrecordings, Isis, Steve von Till, genialne Neurosis.



Początek studiów był etapem Radia Jazz, katowanego w nieskończoność porą nocną. Wtedy TOOL powoli zaczął odchodzić w zapomnienie, w jego miejsce natomiast pojawił się trip-hop, dużo Ninja Tune - DJ Shadow, DJ Food, Bonobo, Amon Tobin, Jagga Jazzist. Uwielbiane przeze mnie Massive Attack, Tricky, Portishead, Unkle codziennie rozbrzmiewały w słuchawkach. Później poznawanie się z The Cinematic Orchestra, Finkiem, Patrickiem Watsonem.


I zaczęła się praca, typowa, biurowa, na początek. Radio Jazz nie łapało, zatem zasłuchanie w Trójce. I coś cudownego, kapela grająca trochę tripowo, trochę progresywnie - miód dla mych uszu. Mowa o Archive i ich pełnym, zupełnie nieradiowym "Again".



Jednak i to w pewnym momencie stało się dość sztampowe, osłuchane. Traf chciał, że w Machinie wprowadzili nowy dział - ileśtam kawałków, które zawsze masz w iPodzie. Akurat wtedy zawartość swojego odtwarzacza pokazywał Jan Klata. Przyznam, że wówczas kapele/artyści, którzy znaleźli się w zestawieniu, byli mi zupełnie obcy. Moja natura diggera zmusiła mnie do poszukiwań, przesłuchań i... poznałam moją nową miłość - folk. Wszystkie projekty Oldhama, Current 93, całe 4AD,  Beggars Group, wszelkie odnogi alternatwy, nawet country - nic nie było mi obce. 



Po nitce do kłębka, trochę folkowo, trochę post-rockowo - najwspanialszy zespół świata - Clann Zu. A whisper in the noise. Wczesny Crippled Black Phoenix. Matt Elliott. Wielkie miłości, wciąż nie do wyparcia, choć w tej chwili słucham już sama nie wiem czego. Wciąż poszukuję.






Czy jest coś, czemu tak mocno się poświęcacie? Jesteście w stanie o tym mówić godzinami? Wymieniać opinie z przyjaciółmi? Zamęczać przyjaciół, których nawet to nie interesuje, ale „to silniejsze od Was”? :) 

Może kiedyś napiszę o filmie. To moja kolejna wielka pasja, do tego stopnia, że zdecydowałam się studiować na kierunku ze specjalizacją filmoznawczą. Po jego ukończeniu miałabym jedynie satysfakcję, bo przecież nie pieniądze :) Jestem jednak typem wiecznego studenta, niespokojne ze mnie dziecko, niezdecydowane, artystyczna dusza. Typ "na złość mamie odmrożę sobie uszy". Moja edukacja na uniwerku zakończyła się na poziomie licencjata, a że studia magisterskie, to i papierka brak :) Z perspektywy czasu, kilku wiosen dalej, które sprawiły, że jednak jestem odrobinę dojrzalsza, stwierdzam, że przerwanie studiów, to był jeden z największych błędów mojego krótkiego jeszcze życia. Może kiedyś, na starość zdecyduję się powrócić na stare śmieci i być specjalistą z zakresu wiedzy filmowej również na papierze. 

O. Taka trochę prywata.




You may also like

3 komentarze:

  1. Uwielbiam muzykę, choć twój gust muzyczny dość znacznie różni się o mojego, ale doceniam, bo jest ciekawie:) Czekamy na post o filmie!:D
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwa z prezentowanych utworków ubóstwiam:) a kilku w ogóle nie znam... Bardzo lubię muzykę, również od zawsze mi towarzyszy. Filmy kocham, jednak ostatnio mam wrażenie, że jest ich tak dużo, że ciężko znaleźć jakąś perełkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Które ubóstwiasz? :)
      Jeśli chodzi o film, preferuję raczej "powolny rozwój akcji". Przyjaciele nazywają to po imieniu - nuuuuda. Kocham brytyjską kinematografię, jest surowa, charakterystyczna. Nawet te brytolskie filmy, które królują na szczytach box office'u mają specyficzny sznyt. Ostatnio zachwycił mnie "Tyranozaur" Paddy Considine'a. Delikatny i jednocześnie nadzwyczaj brutalny, niezwykle poruszający, przeszywający do bólu. Studium ludzkiego upadku, później - powstania. Taka trochę miłość w czasach zarazy współczesnością, wszechogarniająca niemoc, nieuchronność.

      Usuń